Niestety kolejne auta mijają ją bez zatrzymywania się. Po dłuższej chwili rozlega się pisk opon, pojazd staje, a kierowca uchyla drzwi i mówi:
– Proszę wsiadać, nie należę do tych, którzy podwożą wyłącznie młode i atrakcyjne.
-
-
Proszę pana, teraz to panuje wysoka ogłada, nie to co dawniej.
Kierowcy chętnie biorą na stopa, tacy uprzejmi, po drodze do lokalu zaproszą i jeszcze obiad zafundują.
– A kiedy to konkretnie pana tak potraktowano?
– Mnie to akurat nie, ale moją szwagierkę. -
Mężczyzna łapie okazję. Zatrzymuje się ciężarówka, pasażer wsiada i ruszają.
Po pewnym czasie pojazd słabnie, silnik wyje, a szofer redukuje biegi, aż auto staje. Kierowca wyciąga kij bejsbolowy, wyskakuje i okłada nim plandekę. Autostopowicz jest w szoku, ale milczy, widząc wściekłość kierowcy. Jadą dalej, lecz sytuacja znów się powtarza. Gdy tir staje i szofer ponownie sięga po kij, pasażer nie wytrzymuje i pyta, o co chodzi. – Widzi pan – mówi kierowca – mam na pace trzydzieści ton kanarków, a dopuszczalna ładowność to tylko dwadzieścia ton. Po prostu połowa z nich musi cały czas latać!
-
Znajomy spotyka Masztalskiego na ulicy i woła z uśmiechem:
O, Masztalski! Jak dobrze cię widzieć! Co tam u ciebie słychać, jak ci leci?
-A wiesz, ożeniłem się – odpowiada dumnie Masztalski..
– No proszę! I jaką masz tę swoją babę?
– Anioł nie kobieta.
– To masz prawdziwe szczęście, Masztalski… Bo moja jeszcze żyje! -
-
-
Co zrobi przeciętny polski kibic w momencie, gdy nasza kadra narodowa zdobędzie w końcu puchar Euro?
Zapisze stan gry na konsoli, wyłączy telewizor i pójdzie spać.
-
Śpiewak operowy udał się do wróżki, by poznać swoje dalsze losy.
Ta po krótkim seansie z kryształową kulą mówi: – Mam dla pana dwie wiadomości: dobrą i złą. Od której zaczynamy? – Oczywiście od tej dobrej! – odpowiada podekscytowany tenor. – Po tamtej stronie czeka na pana miejsce w samym centrum chórów anielskich. Będzie pan śpiewał wieczną chwałę! – To fantastycznie! – cieszy się artysta. – A jaka jest ta zła wiadomość? – Pańska pierwsza próba zaczyna się jutro punktualnie o dziesiątej rano.
-
Podczas lekcji religii ksiądz zadaje Jasiowi pytanie:
– Jasiu, czy potrafisz mi powiedzieć, gdzie mieszka Pan Bóg?
– Oczywiście, proszę księdza! Pan Bóg mieszka u nas w łazience. Ksiądz, przecierając oczy ze zdumienia, dopytuje:
– Ależ Jasiu, skąd ci przyszedł do głowy taki pomysł?
– Bo codziennie rano moja mama wali w drzwi i krzyczy: „Mój Boże, Ty jeszcze tam jesteś?!” -
Trwa ceremonia pogrzebowa.
Starsza, zapłakana wdowa stoi nad grobem swojego małżonka. W pewnym momencie podchodzi do niej grabarz i, chcąc zagaić rozmowę, pyta cicho: – Przepraszam najmocniej, a ile lat miał mąż?
– Dziewięćdziesiąt osiem.
– Rozumiem. A pani w jakim jest wieku, jeśli wolno spytać?
– Dziewięćdziesiąt siedem.
– To tak szczerze mówiąc… opłaca się pani w ogóle jeszcze wracać do domu? -
Rodzice mieli problem z Jasiem, potrzebny był ksiądz.
Choć cała rodzina gorliwie uczęszczała na niedzielne nabożeństwa, chłopiec uparcie twierdził, że Bóg nie istnieje. Zdesperowani zaprowadzili go do duchownego, aby ten go przekonał. Oskarżony: Meir Ksiądz pyta: – Jasiu, dlaczego odrzucasz wiarę?
– Bo On nie istnieje.
– Ależ Jasiu, Bóg jest obecny w każdym miejscu…
– Gdziekolwiek bym nie popatrzył?
– Właśnie tak! – zawołał uradowany kapłan.
– A w piwnicy u sąsiadów Kowalskich też jest? – Oczywiście, tam również!
– A ch*ja tam! Kowalscy przecież w ogóle nie mają piwnicy! -
Pewnego popołudnia Pinokio podchodzi do Dżepetta z bardzo poważną miną:
– Tato, musisz mi pomóc. Zakochałem się po uszy! Dżepetto, nieco urażony, odpowiada:
– ak to? Przecież to ja cię stworzyłem, dbałem o ciebie, a teraz ktoś inny jest ważniejszy?
– Tato, proszę, nie gniewaj się. To naprawdę wielkie uczucie. Zrób to dla mnie! Dżepetto w końcu ulega:
– No dobrze, synu. Skoro to takie ważne… co mam zrobić?
– Weź dłuto i wywierć mi dziurę w tyłku. -
Ojciec wiezie syna na egzamin na prawo jazdy.
Już na parkingu przed ośrodkiem egzaminacyjnym rzuca do chłopaka z kwaśną miną:
– Synu, spójrzmy prawdzie w oczy: i tak tego nie zdasz. Słyszy to przechodzący obok egzaminator. Zatrzymuje się, mierzy ojca wzrokiem i mówi:
– Naprawdę jest pan tego taki pewien? Chce się pan założyć o 3 tysiące złotych, że jednak zda? -
Policjant zatrzymuje kobietę, która wyraźnie przekroczyła dozwoloną prędkość.
– Czy pani nie widziała znaku ograniczenia prędkości?! – pyta surowo funkcjonariusz. Kobieta bez słowa nachyla się, sięga pod siedzenie, wyciąga białą laskę i mówi ze spokojem:
– Ależ panie władzo, przecież ja jestem niewidoma…
Policjant (z wyraźnym zakłopotaniem)
– A… to w takim razie najmocniej przepraszam! -
Żona, świeżo upieczona posiadaczka prawa jazdy, siedzi za kółkiem i z przerażeniem patrzy na drogę:
– Patrz, Edek, co za szalony człowiek! – woła do męża. – Ten facet już od dobrej minuty biegnie tuż przed maską naszego samochodu. Wygląda, jakby koniecznie chciał, żeby go przejechać! Co mam teraz zrobić?
– Może po prostu zjedź z chodnika… – odpowiada spokojnie mąż.