Gdy tylko wszedł do celi, wielki, wytatuowany współwięzień zmierzył go wzrokiem i zapytał:
– Grypsujesz?
Chłopak, wyraźnie dotknięty tym pytaniem, odpowiada z dumą:
– Ja?! W życiu żadnej gry nie zepsułem!
-
-
Wraca koleś z delegacji po dwóch tygodniach, wchodzi do domu a tam jego syn przy nowiuśkim kompie.
– Młody, skąd ty miałeś na to pieniądze? – pyta zdziwiony ojciec.
– Ze zmywania, tato.
– Ze zmywania?! To ile ty tych talerzy musiałeś wyszorować, żeby na taki sprzęt uzbierać?
– Żadnych talerzy! Mama mi dawała po stówie za każdym razem, jak chciała, żebym się po prostu szybko z chaty zmył! -
Dwóch kompletnie łysych mężczyzn przegląda się w lustrze
Próbując rozstrzygnąć, który z nich jest bardziej łysy. Zagadka rozwiązuje się sama:
większym łysielcem jest zawsze ten, który ma po prostu większą łysine. -
Pani Fąfarowa zgłosiła oficjalną skargę do lokalnego piekarza, kwestionując świeżość zakupionego pieczywa.
– Panie, co pan mi tu wciska? Te bułki, które kupiłam rano, są twarde jak kamień!
– Piekarz spojrzał na nią z politowaniem i wzruszył ramionami: – Proszę pani, pretensje może pani mieć tylko do siebie.
– Jak to do siebie?! – krzyknęła oburzona. – To ja je piekłam?
– Nie, ale jak je pani zachwalałem przedwczoraj, to pani ich nie wzięła! -
Jasiu i Małgosia spacerują polną drogą obok pastwiska.
Nagle dziewczynka zatrzymuje się i woła z przejęciem:
– Jasiu, zobacz! Tam pasie się amerykańska krowa!
– Jasiu patrzy ze zdziwieniem na pospolite bydlę i pyta:
– Ale skąd ty niby wiesz, że ona jest akurat amerykańska?
– To proste! Przecież widać, że żuje gumę!
– Idą kawałek dalej, aż nagle Jasiu przystaje i krzyczy z dumą: – Małgosiu, patrz! A tam z kolei pasie się chiński byk! Małgosia mruży oczy, przygląda się uważnie i dopytuje:
– No co ty opowiadasz? Skąd niby wiesz, że akurat ten jest chiński?
– Jak to skąd? Przecież żre trawę pałeczkami! -
Do małego, wiejskiego sklepiku w samym sercu Wąchocka wchodzi Chińczyk.
Podchodzi do lady i z nadzieją w głosie mówi: – Cing cion ryżu.
– Dwa kilo czego??? -
-
Bladym świtem blondynka budzi męża, cała roztrzęsiona i wyraźnie przejęta:
– Kochanie, nie uwierzysz, jaki miałam dzisiaj straszny sen! Koszmar po prostu!
– Co ci się śniło?
– Śniło mi się, że jestem rodowitą Francuzką..
– I co w tym strasznego?
– No jak to co?! Przecież ja nie znam ani jednego słowa po francusku! -
Żona przegląda internet, szukając porad dotyczących zdrowego stylu życia.
Nagle, zaniepokojona przeczytanymi informacjami, zwraca się do męża: – Kochanie, czy ty wiesz, ile trzeba się nabiegać, żeby spalić jednego pączka?
Mąż, wyraźnie zszokowany taką wizją marnotrawstwa, odpowiada z pełnym przekonaniem:
– A po jaką cholerę palić pączki?! -
W szkole wielkie poruszenie – zapowiedziano ważną wizytację.
Nauczycielka, bojąc się, że Jasiu znów palnie coś głupiego, postanowiła go przekupić. Dała mu paczkę słodkich irysów i kazała schować się za długą zasłoną, zakazując mu się odzywać.
– Dobrze – mówi Jasiu.
Kontrola szła gładko, dopóki wizytator nie zauważył poruszającej się firanki. Odchylił materiał i zdziwiony pyta:
– A co ty tutaj robisz, młody człowieku?
– Nie widzisz, łysy? Wpier***m irysy! -
Chirurg wychodzi z sali operacyjnej po zabiegu Pinokia.
Zdejmuje maskę i mówi do bladego ze strachu Dżepetta:
– Mam dla pana dwie wiadomości: złą i dobrą. Od której zacząć?
– Proszę najpierw o tę złą – szepcze staruszek.
– Cóż… otworzyliśmy klatkę piersiową chłopca, ale nic nie dało się zrobić. Serce, wątroba, żołądek… u niego to wszystko to tylko atrapy, nic nie funkcjonuje.
– A ta dobra?
– Cóż, dobra jest taka, że ma pan teraz nowe, całkiem zgrabne korytko! -
Caryca Katarzyna II przewraca się w pościeli, trawiona przez gorące myśli i niespełnione pragnienia.
Tymczasem leżący obok niej król Stanisław August Poniatowski, zamiast przejść do czynów, pogrąża się w głębokich rozmyślaniach nad sensem istnienia i skomplikowanym losem Rzeczypospolitej. W pewnym momencie Katarzyna nie wytrzymuje narastającej frustracji. Zrywa się gwałtownie z łoża, chwyta ciężki dzban i z całym impetem zaczyna walić w stojący w rogu zegar.
– Na miłość Boską, co Ty wyprawiasz, Pani?!
– Jak to co? Chcę, żeby chociaż jedna rzecz w tym pokoju w końcu stała! -
-
Amerykański milioner, czując, że jego dni są policzone
Przywołuje prawnika, aby podyktować ostatnią wolę:
– Kuzynowi Johnowi zapisuję wszystkie moje akcje i posiadłość nad samym oceanem. Wiernej kucharce zapisuję luksusową rezydencję na Jamajce. Siostrzeńcowi Billowi, który przy każdej możliwej okazji powtarzał mi, że „zdrowie jest w życiu absolutnie najważniejsze”… zapisuję moje stare buty sportowe, rakietę tenisową i komplet dresów. -
Pewien słynny rosyjski kompozytor, leżąc na łożu boleści, dyktuje notariuszowi swoją ostatnią wolę.
W pewnym momencie mówi słabym głosem: – Chciałbym, aby podczas moich uroczystości pogrzebowych zagrała pełna orkiestra symfoniczna.
Notariusz, skrupulatnie zapisując każde słowo, podnosi wzrok znad papierów i pyta z pełną powagą: – Oczywiście, mistrzu. A co chciałby pan wtedy usłyszeć?