-Bo poprzednich nie udało się zidentyfikować.
-
-
Starszy pan zaprosił dawnego znajomego na kawę.
Siedzą, gawędzą, a obok po pokoju kręci się kilkuletnia dziewczynka.
W pewnej chwili gospodarz woła:
– Magisterko! Dolej nam kawy! Mała pobiegła do kuchni, a kolega mówi zaskoczony:
– „Magisterka” to oryginalne imię…
– A co ja poradzę? – wzdycha gospodarz. – Wysłałem córkę na studia, a z tym wróciła! -
Lokaj przychodzi do hrabiego:
– Jaśnie panie, może podać obiad?
– Bez sensu…
– To może wybierzemy się na przechadzkę?
– Bez sensu…
– To może zagadka?
– No dobrze, spróbujmy. Lokaj pyta:
– Co to jest: kudłate i wchodzi do dziurki?
– Ch*j.
– A nie! Mysz!
– Mysz? Do d*py? Bez sensu… -
Po latach spotyka się dwóch kumpli z wojska.
Jeden z daleka, więc poszli do mieszkania drugiego, żeby uczcić spotkanie. Trochę popili, a że gospodarz mieszkał w ciasnej kawalerce, zaproponował, żeby tamten został na noc — wszyscy troje: on, żona i kolega — w jednym łóżku. Rano gospodarz odprowadza kumpla na pociąg, a tamten mówi: – Stary, super się spotkaliśmy, tylko jedno mnie zdziwiło… Twoja żona całą noc trzymała mnie za „małego”.
– Spokojnie — odpowiada gospodarz. — To nie ona, tylko ja. Bałem się, że mi żonę poderwiesz! -
Marysiu! Coś taka smutna dzisiaj?
– A bo stary odszedł ode mnie…
– No i ch*j z nim!
– W tym właśnie problem… -
Przychodzi wkurzony facet do baru i na wejściu mówi:
-Pieprzony matiz, tfu! Kelner setke wódki”. Kelner podaje wódkę i delikatnie prosi klienta o kulturę. Po chwili znowu – „Pieprzony matiz, tfu! Kelner daj jeszcze 3 shoty”.
Kelner na to:
– Panie powiedz no pan wreszcie o co chodzi.
– No widzi pan, jadę sobie TIRem, załadowanym na maxa-40 ton, rozumie pan-i nagle patrze gówniarze na drodze. To co miałem zrobić, zacząłem hamować i wpadłem do rowu. Nagle patrze, podjeżdża jakiś koleś nowiutkim, żółtym matizem prosto z salonu, uchyla okno i mówi -Może panu pomóc, może pana wyciągnąć?
No to ja mu na to
– Jak mi tego TIRa tym matizem z rowu wyciągniesz to ci obci**ne! Pieprzony matiz, tfu! -
-
Kumo, co twoja wnuczka dostała od tego Włocha, co go poznała?
— Powiada, że syfilisa jakiego.
— A co to jest?
— Nie wiem, ale twierdzi, że większe od mercedesa.
— Jak to?
— Bo mówiła, że na tym cała wieś się na tym przejedzie. -
Wchodzi facet do baru i podchodzi do gościa w kącie:
– Ty jesteś tym słynnym płatnym zabójcą?
– Tak.
– Ile bierzesz za strzał?
– Dziesięć tysięcy od pocisku.
– A jak spudłujesz?
– Nie pudłuję.
– Dobra – moja żona jest w motelu naprzeciwko z jakimś facetem. Daję dwadzieścia za obu, chcę, żebyś ich „zajął się” tak, żeby już nigdy się nie zobaczyli. Jemu odstrzel małego a jej głowe.
Wchodzą na dach, snajper podaje lornetkę. Patrzy, patrzy i milczy. Klient się niecierpliwi:
– No? Co widzisz?
Snajper wzrusza ramionami:
– Zaraz policja przyjedzie. Za minutę będziesz oszczędzał dziesięć tysięcy — nie musisz się o nic martwić. -
Kierownik wpada do działu kontroli jakości:
– Panie Heniu, kończymy z testami na zwierzętach!
Henio marszczy brwi:
– Ale przecież wszyscy tak robią.
– Może i tak, ale my produkujemy… młotki! -
Pod okienkiem PKP chwieje się podpity gość.
Podchodzi student i mówi:
– Poproszę połówkę do Warszawy.
Na to pijaczek:
– A ja poproszę ćwiarteczkę… na miejscu. -
Żona mówi do męża:
– Jak trafisz szóstkę w lotto, od razu robię lifting, botoks i powiększenie biustu. Co ty na to?
– A gdybym za tę kasę zrobił chip-tuning naszego starego Matiza?
– Zwariowałeś? Po co pakować pieniądze w rupiecia, skoro można kupić nówkę z salonu!
– Super, że myślimy tak samo. -
Największe banki świata organizują mistrzostwa włamywania do sejfów.
Zasady proste: drużyna ma minutę na otwarcie sejfu przy zgaszonym świetle. Po minucie światło się zapala – to porażka. Startują Niemcy – mija minuta, światło błyśnie, klapa.
Potem Francuzi, Włosi, Szwedzi… wszystkim zapala się lampka po minucie.
Wchodzą Polacy. Mija minuta – prowadzący naciska przycisk… i nic, ciemno. Słychać szept w ciemności:
-Rysiek, mamy już walizkę kasy- na co ci jeszcze ta żarówka? -
Dwóch małych chłopaków stoi pod kościołem, właśnie wychodzą nowożeńcy.
– Patrz, teraz będzie show! – szepcze jeden.
Podbiega do pana młodego i wrzeszczy:
– Tato! Tato! -
Jasiu zwierza się koledze:
– Stary, ja to mam pecha. Pół roku odkładałem pieniądze, żeby zrobić sobie małą niespodziankę.
– I co, udało się?
– No niby tak… zamówiłem panią do towarzystwa, a w drzwiach stanęła… nasza polonistka.