W pewnym momencie zaczęła go mocno bajerować jedna z dziewczyn. Pinokio zmierzył ją wzrokiem od góry do dołu i rzucił:
– Słuchaj, mała. To, że sam jestem wystrugany z pnia, wcale nie znaczy, że kręcą mnie deski!
-
-
Blondynka postanowiła powróżyć sobie w wieczór andrzejkowy.
Wróżka zerka w szklaną kulę i ogłasza:
– Widzę to wyraźnie. Twoja przyszłość upłynie pod znakiem Panny. Blondynka wzdycha z wyraźnym rozczarowaniem:
Dziewczyna:
– No wie pani co?! Ja bym jednak wolała, żeby upłynęła pod znakiem mężatki! -
Przyjaciółki plotkują przy kawie:
– Wiesz, mój mąż chyba się starzeje. Już nie jest tym samym facetem, co dawniej.
– Dlaczego tak uważasz?
– Byliśmy wczoraj na kolacji w restauracji. I wyobraź sobie, że najpierw przez pięć minut studiował kartę dań, a dopiero na samym końcu zerknął na nogi kelnerki! -
Do kawiarni wchodzi para.
Podchodzą do szatni, zdejmują płaszcze i podają je pracownikowi. Szatniarz, trzymając już wieszaki w górze, pyta:
– Czy to będzie na jeden numerek?
Facet spogląda na niego z lekkim oburzeniem i odpowiada:
– Ależ skąd! Przyszliśmy tylko na kawę! -
Spotyka się dwóch fanatyków sprzętu komputerowego.
Jeden przechwala się:
– Słuchaj, mój pecet jest już tak inteligentny, że odpala system automatycznie, jak tylko poczuje, że wchodzę do mieszkania!
– Stary, to żadna rewelacja. Mój, jak tylko wracam z roboty, to na powitanie mruga do mnie monitorem i radośnie merda joystickiem! -
Młody haker trafił za kraty za piractwo komputerowe.
Gdy tylko wszedł do celi, wielki, wytatuowany współwięzień zmierzył go wzrokiem i zapytał:
– Grypsujesz?
Chłopak, wyraźnie dotknięty tym pytaniem, odpowiada z dumą:
– Ja?! W życiu żadnej gry nie zepsułem! -
Wraca koleś z delegacji po dwóch tygodniach, wchodzi do domu a tam jego syn przy nowiuśkim kompie.
– Młody, skąd ty miałeś na to pieniądze? – pyta zdziwiony ojciec.
– Ze zmywania, tato.
– Ze zmywania?! To ile ty tych talerzy musiałeś wyszorować, żeby na taki sprzęt uzbierać?
– Żadnych talerzy! Mama mi dawała po stówie za każdym razem, jak chciała, żebym się po prostu szybko z chaty zmył! -
Dwóch kompletnie łysych mężczyzn przegląda się w lustrze
Próbując rozstrzygnąć, który z nich jest bardziej łysy. Zagadka rozwiązuje się sama:
większym łysielcem jest zawsze ten, który ma po prostu większą łysine. -
Pani Fąfarowa zgłosiła oficjalną skargę do lokalnego piekarza, kwestionując świeżość zakupionego pieczywa.
– Panie, co pan mi tu wciska? Te bułki, które kupiłam rano, są twarde jak kamień!
– Piekarz spojrzał na nią z politowaniem i wzruszył ramionami: – Proszę pani, pretensje może pani mieć tylko do siebie.
– Jak to do siebie?! – krzyknęła oburzona. – To ja je piekłam?
– Nie, ale jak je pani zachwalałem przedwczoraj, to pani ich nie wzięła! -
Jasiu i Małgosia spacerują polną drogą obok pastwiska.
Nagle dziewczynka zatrzymuje się i woła z przejęciem:
– Jasiu, zobacz! Tam pasie się amerykańska krowa!
– Jasiu patrzy ze zdziwieniem na pospolite bydlę i pyta:
– Ale skąd ty niby wiesz, że ona jest akurat amerykańska?
– To proste! Przecież widać, że żuje gumę!
– Idą kawałek dalej, aż nagle Jasiu przystaje i krzyczy z dumą: – Małgosiu, patrz! A tam z kolei pasie się chiński byk! Małgosia mruży oczy, przygląda się uważnie i dopytuje:
– No co ty opowiadasz? Skąd niby wiesz, że akurat ten jest chiński?
– Jak to skąd? Przecież żre trawę pałeczkami! -
Do małego, wiejskiego sklepiku w samym sercu Wąchocka wchodzi Chińczyk.
Podchodzi do lady i z nadzieją w głosie mówi: – Cing cion ryżu.
– Dwa kilo czego??? -
-
Bladym świtem blondynka budzi męża, cała roztrzęsiona i wyraźnie przejęta:
– Kochanie, nie uwierzysz, jaki miałam dzisiaj straszny sen! Koszmar po prostu!
– Co ci się śniło?
– Śniło mi się, że jestem rodowitą Francuzką..
– I co w tym strasznego?
– No jak to co?! Przecież ja nie znam ani jednego słowa po francusku! -
Żona przegląda internet, szukając porad dotyczących zdrowego stylu życia.
Nagle, zaniepokojona przeczytanymi informacjami, zwraca się do męża: – Kochanie, czy ty wiesz, ile trzeba się nabiegać, żeby spalić jednego pączka?
Mąż, wyraźnie zszokowany taką wizją marnotrawstwa, odpowiada z pełnym przekonaniem:
– A po jaką cholerę palić pączki?! -
W szkole wielkie poruszenie – zapowiedziano ważną wizytację.
Nauczycielka, bojąc się, że Jasiu znów palnie coś głupiego, postanowiła go przekupić. Dała mu paczkę słodkich irysów i kazała schować się za długą zasłoną, zakazując mu się odzywać.
– Dobrze – mówi Jasiu.
Kontrola szła gładko, dopóki wizytator nie zauważył poruszającej się firanki. Odchylił materiał i zdziwiony pyta:
– A co ty tutaj robisz, młody człowieku?
– Nie widzisz, łysy? Wpier***m irysy!