Alojz skończył szychta na grubie, ale fest mu sie nie chciało tachać łopaty na wierch.

Zostawił ją tóż na podszybiu, a na łopacie naszkryfloł kartka: „Francik, weź mi na wierch łopata, bo żech jej zapomnioł”. Na drugi dzień Alojz zjeżdżo na dół, patrzy, a łopata dali stoi tam, kaj ją ciepoł. Podchodzi bliżyj, a tam dopisane: „Alojz, nie gorsz się, ale jo jej nie widzioł”.

Co myślisz?

Mazury. Pole namiotowe.

Klient dzwoni do teatru żydowskiego: