Ostatnie treści

  • Dwie zakonnice podróżowały samochodem, gdy nagle, na środku drogi, zabrakło im paliwa.

    Jedna z sióstr postanowiła udać się na najbliższą stację benzynową. Ponieważ w aucie nie było kanistra, zabrała ze sobą jedyne naczynie, jakie udało się znaleźć pod siedzeniem – nocnik.
    Po jakimś czasie wróciła i zaczęła ostrożnie przelewać zawartość nocnika do baku. W tym samym momencie obok przejeżdżało dwóch księży. Jeden z nich, widząc tę scenę, wyszeptał do drugiego:
    – Spójrz tylko… Siła ich wiary jest po prostu niesamowita!

  • Mężczyzna łapie okazję. Zatrzymuje się ciężarówka, pasażer wsiada i ruszają.

    Po pewnym czasie pojazd słabnie, silnik wyje, a szofer redukuje biegi, aż auto staje. Kierowca wyciąga kij bejsbolowy, wyskakuje i okłada nim plandekę. Autostopowicz jest w szoku, ale milczy, widząc wściekłość kierowcy. Jadą dalej, lecz sytuacja znów się powtarza. Gdy tir staje i szofer ponownie sięga po kij, pasażer nie wytrzymuje i pyta, o co chodzi. – Widzi pan – mówi kierowca – mam na pace trzydzieści ton kanarków, a dopuszczalna ładowność to tylko dwadzieścia ton. Po prostu połowa z nich musi cały czas latać!

  • Środek nocy, z knajpy wytacza się zalany gość, nogi mu się plączą, więc postanawia złapać taksówkę.

    Pod lokalem stoi tylko jedna. Facet grzebie w kieszeni i liczy, że ma ledwie 15 zł.
    – Panie kierowco, ile weźmie pan za kurs na Mickiewicza?
    – Dwudziestka – odpowiada taksówkarz.
    – A za piętnaście się nie dogadamy?
    – Za piętnaście to ja nawet drzwi nie otwieram!
    – No błagam, późno, zimno, ja ledwo stoję, a kawał drogi do domu…
    – Spadaj, nie zawracaj mi gitary – burknął kierowca.
    Gościowi nie zostało nic innego jak zataczać się na piechotę.
    Następnego dnia idzie ulicą i widzi sznur taksówek. Na samym końcu – ten sam niemiły taksówkarz. Facet podchodzi do pierwszej taksówki i pyta:
    – Kurs na Mickiewicza ile?
    – Dwadzieścia złotych.
    – Dam pięćdziesiąt, ale w trakcie jazdy… no, zrobisz mi dobrze.
    – Spadaj zboczeńcu, bo zaraz przyłożę!
    Podchodzi do drugiej, trzeciej – i wszędzie to samo: pytanie, oferta, wkurzony taksiarz.
    W końcu staje przy ostatniej taksówce – tej spod knajpy – i mówi:
    – Na Mickiewicza ile?
    – Dwadzieścia – odburknął kierowca.
    – Dobra. Ale niech pan jedzie wolno… bo muszę pomachać wszystkim pana kolegom!

  • Facet kupił sobie najnowsze Ferrari. Jedzie z fasonem, łokieć na oknie, muzyka gra, droga pusta – pełna sielanka.

    Dojeżdża do przejazdu kolejowego i zatrzymuje się. Obok niego turkocze stary motorower, na nim chłopina w słomkowym kapeluszu, dziurawych gaciach i zawiązanym sznurkiem pasku. Zatrzymuje się obok i patrzy na Ferrari z błyskiem w oku: – Łooo panie! Co za maszyna! Pewnie lata jak błyskawica, co? – Heh – mówi z dumą kierowca – 380 na godzinę poleci bez problemu. Chłop się nachyla, zagląda do środka: – O rety, ile tu tych wskaźników! Jak w elektrowni! – To nic. Zobacz pan dopiero, jak to idzie! – mówi kierowca, po czym z piskiem opon wystrzela do przodu. Cyfry na liczniku przeskakują – 100… 180… 250… 300… Zwalnia lekko do 200, zerka w lusterko… coś się zbliża. Mały punkcik. Chwilę później – świst, cień, i coś go mija jak rakieta. Kierowca zbaraniał. Dokręca gaz – 280… 320… 340… wyprzedza ten obiekt. Hamuje, patrzy w lusterko – znów ten sam punkcik. Zbliża się w szalonym tempie. Zaciekawiony zjeżdża na pobocze, wychodzi z auta… I nagle: BUM! Coś z hukiem uderza w tył Ferrari. Zza auta wytacza się zakurzony, obity chłop z motoroweru. Włosy w każdą stronę, oczy jak spodki, zadowolony jak dziecko w sklepie z cukierkami. Kierowca biegnie do niego, spanikowany: – Boże, nic panu nie jest?! Wzywać pogotowie? Pomóc jakoś? Chłop z trudem podnosi głowę i mówi: – Eee, nie trzeba… tylko byś mi pan te szelki z lusterka odczepił…

  • Do taryfy wsiada podpity jegomość.

    Kierowca się pyta:
    – Dokąd jedziemy?
    – Aleossochodzziii?
    – Pytam się dokąd mam pana zawieźć.
    – Aleeeeoccssochodzi?
    Taksówkarz coraz bardziej zdenerwowanym głosem:
    – Wsiadł pan do taksówki, a ja mam pana gdzieś zawieźć, więc proszę mi powiedzieć, dokąd!
    – Alejaktooocssochozzzi?
    – Panie! Mów pan gdzie mam jechać!
    – Nerozumemosssochozzzi…
    -Wsiadł pan, palancie, do taksówki, ja jestem usługodawcą, a pan cholernym klientem i mam prawo wiedzieć, dokąd mam pana do cholery zawieźć!!
    – Ajaaaa jestem kljentemmm i mmmm prawooo wiezzzzieć osssochozzi!

  • Para wybrała się do Zoo pooglądać zwierzaczki.

    Nagle ku zdumieniu wszystkich zwiedzających drzwi od klatki z dzikimi małpami otworzyły się i wataha wściekłych małp pobiegła w stronę wyjścia. Zwiedzający zaczęli uciekać w popłochu. Wszyscy oprócz pewnego staruszka.
    Gdy sytuacja się opanowała zdumiona para zapytała dziadka:
    – Panie, jak to się stało, że pan się nie przestraszył, tylko spokojnie siedział?
    – Łee… przyzwyczajony jestem, byłem kiedyś kierowcą gimbusa.

  • Jedzie facet ciężarówką, zbliża się wieczór, momentami przysypia za kierownicą, aż tu nagle słyszy komunikat w radiu:

    ”Niedaleko miasta wylądowali kosmici, znają nasz język, nie są agresywni, jeśli ktoś ich spotka prosimy mówić do niech powoli i wyraźnie. Są cali zieloni, mają długie ręce i króciutkie nogi”.
    Kierowcy zachciało się sikać więc zjechał do lasu. Wychodzi z tira, podchodzi do krzaków i ku zdziwieniu zauważa małego zielonego ludzika o krótkich nóżkach. Więc podchodzi do niego i mówi spokojnie i wyraźnie:
    – Dzień Dobry. Jestem ziemianinem, kierowcą tira, przyszedłem zrobić siusiu.
    Na to zielony równie spokojnie i wyraźnie:
    – A ja jestem leśniczy i robię dwójkę!

Zapnijcie pasy i przygotujcie się na szybką dawkę humoru prosto z szosy. Nasze kawały o kierowcach to zbiór tekstów, które opisują codzienne zmagania osób zasiadających za kółkiem, od początkujących adeptów nauki jazdy po doświadczonych mistrzów asfaltu.

kawały o kierowcach

Najlepsze kawały o kierowcach i ich zabawne historie z trasy

Znajdziesz tutaj opowieści o trudnym parkowaniu, myleniu biegów oraz nietypowych znakach drogowych. Prezentujemy liczne żarty o kierowcach dotyczące stania w miejskich korkach i poszukiwania wolnego miejsca pod domem.

Każda historia skupia się na relacjach między ludźmi na drodze oraz ich reakcjach na niespodziewane sytuacje na skrzyżowaniach. Możesz tu przeczytać o przygodach w aucie, które zawsze kończą się celną i zabawną puentą

Kiedy stosujemy kawały o kierowcy i dlaczego tak jest, że droga nas bawi?

Po te historie sięgamy najczęściej podczas przerw w podróży, na postojach lub w trakcie spotkań z innymi miłośnikami motoryzacji. Dlaczego tak jest?

Ponieważ życie na asfalcie pełne jest absurdalnych dialogów z nawigacją i dziwnych spotkań na stacjach benzynowych. Krótki kawał o kierowcy potrafi błyskawicznie poprawić nastrój po wielu godzinach dużego skupienia.

Pozwala on poczuć więź z innymi uczestnikami ruchu i spojrzeć na codzienne dojazdy z niezbędnym przymrużeniem oka.

Kawały o samochodach – bez nich nie ma kierowców

Nieodłącznym elementem motoryzacyjnego humoru są też kawały o autach i samochodach. Każda marka dorobiła się przez lata swoich stereotypów, które kierowcy bezlitośnie wyśmiewają. W tej sekcji znajdziesz różne wycelowane w konkretne modele i ich typowe „przypadłości”. Oto ulubione cele żartownisiów:

  • Alfa Romeo – wieczna bywalczyni warsztatów i królowa lawet.
  • BMW – marka słynąca z kierowców, którzy rzekomo nie wiedzą, do czego służą kierunkowskazy.
  • Volkswagen (zwłaszcza Passat) – legenda polskich dróg, obiekt westchnień i symbol „prestiżu” w dieslu.
  • Fiat Multipla – samochód o tak dyskusyjnej urodzie, że stał się ikoną internetowych memów.
  • Skoda – ulubione auto przedstawicieli handlowych, zawsze najszybsze na lewym pasie autostrady.