Poszedł do sąsiada, żeby kupić kilka kogucików na start.
Sąsiad od razu proponuje:
– Po co ci trzy? Sprzedam ci Kazika. To taki kogut, że obsłuży ci cały drób sam.
Po kilku kieliszkach podpisali umowę. Chłop wrócił z Kazikiem, wypuścił go z klatki i poucza:
– Kazio, to twoje podwórko, dwieście kur — luzuj, nie przesadzaj, kupę pieniędzy zapłaciłem.
Ledwo skończył, Kazio rzuca się w kurnik jak tornado: najpierw przeleciał kury, potem gęsi, kaczki — kompletne szaleństwo. Rano chłop wstaje, widzi Kazika leżącego na trawie jak po walce, nad nim krążą sępy. Podbiega i krzyczy:
– No i co, Kazio, mówiłem — tyle kasy poszło!
Kazio otwiera jedno oko, sapie i na półgłosu:
– Cicho… bo mi sępy spłoszysz!