Górnik klęka przed konfesjonałem, wyspowiadał się z tego i owego

Ale na koniec drapie się po głowie i wyraźnie zmieszany godo:
– Prosza księdza, jo mom jeszcze jedyn taki fest ciężki grzech, ale tak strasznie sie wstydza o tym godać, że aż mie skryncło…
– Nie bój się, mój synu. Miłosierdzie Boże nie zna granic. Godej śmiało, co ci tak strasznie leży na sercu?
– No… bo widzi ksiądz… jo jest z Sosnowca…
– Ech, synu… To przecież nie jest grzech. To jest gańba!

Co myślisz?

Rozmawia dwóch górników na szychcie.

Pewien słynny rosyjski kompozytor, leżąc na łożu boleści, dyktuje notariuszowi swoją ostatnią wolę.