Zima, wieje silny wiatr, śnieżyca

A w bacówce żona Górala zaczyna rodzić. Góral zdenerwowany mówi do syna:
– Jidź po doktora ino szybko, matula rodzi!
– Ale ojcze – syn na to – na dworze takie zaspy, że nijok nie zdonze.
– No to będziemy musieli sami dziecko odebrać. Przynieś mi synu lampę i świec, a jo będę dziecioka łapał!
Jak powiedział tak zrobili. Nagle Baca krzyczy, że już główka i patrzy na pikne dziecko!
– Mam Syna!
A za chwile bacowa prze i już nóżki i za chwilkę dziecko na świecie.
– Mam Córkę! – krzyczy Baca już nieco speszony.
Odchodzą już od kobiety zając się niemowlętami, a Bacowa znów krzyczeć poczyna i następna główka się ukazuje. Baca tak patrzy i patrzy i mówi do syna.
– Synu, ty weź to lampę na ścianę skieruj bo te dziecioki jak ćmy do tego światła lecą.

Co myślisz?

Zima, mróz minus trzydzieści stopni, zamieć śnieżna

Idzie sobie Kowalski zimą po lodzie i widzi wędkarza łowiącego w przeręblu.