Cykl życia diety „Od Poniedziałku”

Cykl życia diety „Od Poniedziałku”

Każdy z nas to przeżył. Ten moment w niedzielę wieczorem, kiedy patrząc na puste opakowanie po pizzy, podejmujesz Tę Decyzję. „To koniec. Od jutra nowe życie. Moje ciało to świątynia”.

Oto jak wygląda ten fascynujący proces w podziale na dni, od euforii po nieuchronne spotkanie z podwójnym serem.

Niedziela, godz. 22:00 – Ostatnia Wieczerza

To faza strategicznego przygotowania. Logika jest nieubłagana: żeby nie kusiło, trzeba zjeść wszystko, co niezdrowe, co zostało w lodówce. Pochłaniasz więc resztkę lodów, otwarte czipsy i tę czekoladę, którą dostałeś na Mikołajki w 2019 roku. Czujesz się ociężały, ale dumny. Poświęciłeś się dla sprawy. Jesteś gotowy.

Poniedziałek – Narodziny Fit-Boga

Budzisz się nowym człowiekiem. Na śniadanie: owsianka na wodzie, która smakuje jak mokry karton, ale wmawiasz sobie, że czujesz „nutę orzechową”.

  • Zakupy: W twoim koszyku ląduje jarmuż (nie wiesz, co z nim zrobić, ale wygląda profesjonalnie), nasiona chia (drogie jak złoto) i woda, która rzekomo pochodzi z lodowca.

  • Samopoczucie: Patrzysz z politowaniem na kolegów z pracy jedzących kanapki z jasnego pieczywa. Biedni ludzie, nie wiedzą, że gluten to cichy zabójca. Ty jesteś czysty. Ty jesteś lekki. Jesteś szejkiem z selera.

Zobacz także: kawały o sporcie

Wtorek – Pierwsze Rysy na Szkle

Euforia lekko opada, zastępuje ją ssanie w żołądku, które słychać w sąsiednim pokoju.

  • Obiad: Sałatka. Dużo sałaty. Żujesz ją jak smutna krowa na pastwisku, próbując wmówić sobie, że jesteś najedzony.

  • Kryzys: Zaczynasz zauważać reklamy jedzenia. Billboard z burgerem wydaje się do ciebie uśmiechać. Woda z cytryną przestaje smakować jak ambrozja, a zaczyna smakować jak… woda z cytryną. Wieczorem oglądasz „Kuchenne Rewolucje” i płaczesz do ekranu.

Środa – Dzień Próby (Wielki Kryzys)

To jest ten moment w filmie, kiedy bohater traci wiarę. W biurze Pani Ania ma imieniny. Przynosi ciasto. Sernik. Z rosą.

  • Walka wewnętrzna: Twój mózg mówi: „Masz jarmuż w lodówce”. Twój żołądek krzyczy: „Bierz ten sernik, albo cię zabiję!”.

  • Kompromis: Zjadasz „tylko kawałeczek”, żeby nie robić przykrości Pani Ani. Potem zjadasz drugi, żeby wyrównać krawędź na blaszce. Wieczorem, w akcie pokuty, robisz 10 przysiadów i pijesz herbatę przeczyszczającą.

Czwartek – Etap Negocjacji

Twoja silna wola jest już dziurawa jak ser szwajcarski. Zaczynasz negocjować sam ze sobą.

  • „Ciemna czekolada to przecież magnez, to prawie lekarstwo.” – zjadasz całą tabliczkę.

  • „Orzechy są zdrowe.” – zjadasz paczkę o wartości kalorycznej obiadu dla pułku wojska.

  • „Wino to owoce. Owoce są w diecie.” – wypijasz butelkę. Wmawiasz sobie, że to nadal dieta, tylko taka bardziej… intuicyjna.

Piątek – Upadek Rzymu

Wracasz z pracy. Jesteś zmęczony. Byłeś dzielny przez (prawie) 4 dni. Należy ci się nagroda. System obronny pada w momencie, gdy partner/współlokator zadaje magiczne pytanie: „To co, zamawiamy coś?”.

  • Finał: Jarmuż w lodówce więdnie, patrząc z wyrzutem, jak otwierasz pudełko z pizzą (na grubym cieście, bo czemu nie). Pierwszy kęs to czysta ekstaza. Drugi to ulga. Trzeci to zapomnienie. Dieta oficjalnie została zawieszona z powodów technicznych.

Sobota i Niedziela – Amnezja i Recydywa

Weekend to strefa bezprawia. Kalorie w weekend się nie liczą, to naukowo udowodnione (przez nikogo). Jesz wszystko, co nie ucieka na drzewo. Ale w niedzielę wieczorem, dopijając colę i patrząc na swój brzuch, myślisz: „Przesadziłem. Ale od poniedziałku… od poniedziałku to już na poważnie!”.

I cykl się zamyka. Jarmuż ląduje w śmietniku. Witaj nowa nadziejo!

Co myślisz?

Nauczycielka na lekcji pyta się dzieci:

Podczas lekcji religii siostra zakonna zauważyła, że Jasiu bawi się różańcem.