Dresiarz z bejsbolem wbija do lokalnej pralni:

Dres z kijem baseballowym wchodzi do pralni. – Jest chleb wiejski? – Przecież to jest pralnia! Dres się wkurzył i wziął i wpie***lił pracownikowi pralni. Następnego dnia trzech znów przylazł do pralni.
– Bagietkę poproszę! – Chłopie zrozum TO – JEST – PRALNIA – Bagietkę poproszę! – Spie***laj! Dresiarz znów mu wpieprzył. Trzeciego dnia pracownik pralni kupił piętnaście gatunków chleba. Znów wchodzi dres. – Macie banany? – Przecież ostatnio chleba chciałeś? – Cóż… chleb teraz nawet w aptece kupić można…

Co myślisz?

Do sklepu motoryzacyjnego wchodzi dresiarz:

Idą sobie dresiarze nocą: