Ostatnie treści

  • Dwóch turystów dopędza idącego drogą górala:

    – Gazdo! Daleko do Poronina?
    – A będzie ze dwa kilometry.
    Dalej idą razem, umilając sobie czas pogawędką. Mija pół godziny:
    – Gazdo, ile jeszcze do tego Poronina?
    – Teroz to jakie pięć kilometrów.
    – Zaraz! Przecież to niemożliwe! Przedtem było dwa, szliśmy ponad pół godziny i teraz jest pięć?
    – Ano, musi tak być, panocku, bo jo idem z Poronina w Bukowinę!

  • Słuchaj stary

    wczoraj, gdy akurat nie było mojej ślubnej, bzykam sobie elegancko lalę, którą poderwałem na ulicy i nagle wchodzi moja teściowa!
    – I co? I co?
    – Bardzo pozytywnie mnie kobita zaskoczyła. Bardzo pozytywnie.
    – Co zrobiła? No co?
    – A, no kulturalnie wzięła i zeszła.
    – Na dwór?
    – Nie, na zawał.

  • Przychodzi facet do sklepu z puzzlami i mówi:

    – Proszę puzzle z wieloma częściami.
    Sprzedawczyni daje 100 puzzli.
    – Niech pani sobie nie żartuje, jestem zawodowcem.
    Daje mu 500 puzzli.
    – Takie to układam w 10 minut.
    Daje mu 1000 puzzli.
    – Takie moje dzieci układają w 30 minut.
    – No niech pan idzie na drugą stronę ulicy, tam jest piekarnia, kup sobie tam bułkę tartą i złóż rogala.

  • Hrabina mówi do Hrabiego:

    – Może podam kolację?
    – Bez sensu.
    – To może pójdziemy na spacer?
    – Bez sensu.
    – A może opowiem zagadkę?
    – No dobra niech będzie.
    – Co to jest ciepłe, owłosione i wchodzi do dziury?
    – Penis!
    – A nie bo myszka.
    – Mysz w piździe, bez sensu.

  • Afganistan. Góry.

    Mały oddział żołnierzy radzieckich został okrążony przez miejscowych partyzantów.
    Dowódca zarządza:
    – Musimy zostawić kogoś, kto będzie pozostałych osłaniał. W ten sposób mamy szansę dotrzeć do swoich. Temu, kto się zgłosi na ochotnika, zostawimy hełm, trzy granaty i automat. Jeżeli trzeba będzie, wyprawimy potem uroczysty pogrzeb, damy pośmiertnie odznaczenia bojowe. Ktoś na ochotnika?
    Zgłasza się Gruzin:
    – Zostanę, ale pod warunkiem, że nie zostawicie mi jednego hełmu i trzech granatów, a trzy hełmy i jeden granat.
    Zgodzili się, zostawili Gruzina z trzema hełmami i jednym granatem i odpełzli niepostrzeżenie ku swoim.
    Minęła godzina, a nie usłyszeli żadnego wystrzału ani żadnego wybuchu.
    Zdziwieni wrócili z powrotem, patrzą: siedzi Gruzin, wokół niego pełno broni, mundurów, suchego prowiantu.
    Opodal siedzą na wpół goli partyzanci, a Gruzin, mieszając hełmami, krzyczy:
    – Prawo, lewo, góra, dół. Kto powie, gdzie jest granat?

  • W domu spokojnej starości, podczas porannej herbaty, toczyła się rozmowa:

    – Wiecie, mam już tak słabe ręce, że ledwo trzymam tę filiżankę.
    – A ja mam tak słaby wzrok, że nawet filiżanki nie dostrzegam.
    – No właśnie, ja też. Nie mam pojęcia, na kogo ostatnio głosowałem, bo nazwisk na karcie nie widziałem.
    – Co? Mów głośniej…
    – A ja z kolei mam taki reumatyzm, że nawet nie mogę się do was odwrócić.
    – Ja to mam problemy z ciśnieniem. Zaraz po wstaniu kręci mi się w głowie i nie mogę zrobić ani kroku.
    – Serio? Ja mogę chodzić, ale nigdy nie pamiętam, dokąd właściwie zmierzałem.
    – Ech, taka cena naszego podeszłego wieku.
    – Ale nie jest tak źle, panowie – przynajmniej wciąż mamy prawo jazdy.

  • W łóżku leży małżeńska para. Żona mówi do męża:

    – Dawniej przed snem delikatnie ściskałeś mnie za rączkę…
    On postękując ściska ją za rękę.
    – Dawniej przed snem całowałeś mnie w główkę…
    On jęcząc podnosi się i całuje ją w głowę.
    – Dawniej gryzłeś mnie w szyjkę…
    On chrząka, wstaje i rozgląda się za kapciami.
    – Ty gdzie? – pyta żona.
    – Idę po zęby..

  • Dzwoni syn do ojca:

    – Tato, kot narobił na dywan.
    – Mówiłem ci, nie dzwoń do mnie do pracy z takimi rzeczami. Posyp piaskiem, przyjdzie matka z pracy, to posprząta.
    Za 5 minut syn znowu dzwoni:
    – Tato, pies narobił na kanapę.
    – Mówiłem ci, nie dzwoń do mnie do pracy, bo mnie zwolnią. Posyp piaskiem, przyjdzie matka z pracy to posprząta.
    Za godzinę znowu syn dzwoni:
    – Tato, mama wróciła z pracy.
    – Przecież mówiłem ci, nie dzwoń do mnie do pracy z takimi sprawami.
    – Ale tato, przyszła z jakimś gościem i on ściąga spodnie. Pewno narobił w gacie, a już nie ma piasku.

  • Bóg postanowił wybudować nową bramę do Nieba.

    Ogłosił przetarg. Zgłasza się Rosjanin:
    – Zbuduję bramę za dwadzieścia tysięcy.
    Pan Bóg pyta czemu tak drogo, na co Rosjanin:
    – Dziesięć tysięcy na materiały i dziesięć za robociznę.
    Zgłasza się Niemiec.
    – Czterdzieści tysięcy.
    – Czemu tak drogo?
    – Dwadzieścia tysięcy na porządne materiały i dwadzieścia na porządną robociznę.
    Zgłasza się Polak:
    – Sześćdziesiąt tysięcy złotych. Dwadzieścia tysięcy dla mnie, dwadzieścia dla pana Boga, a za pozostałe dwadzieścia tysięcy Rosjanin zrobi bramę.

  • Pani woła Jasia do siebie i mówi:

    – Jutro mama ma przyjść do szkoły.
    Po czym Jasiu:
    – Nie mam Mamy.
    – A co jej się stało?
    – Walec ją rozjechał.
    Po czym pani nauczycielka:
    – To niech tata lub dziadkowie przyjdą do szkoły.
    Jasiu znów:
    – Nie ma ich już z nami.
    – A co im się stało?
    – Walec ich rozjechał.
    – To niech przyjdzie ktoś z rodziny.
    – Ale nie mam już nikogo.
    – A co im się znów stało?
    – Walec ich rozjechał.
    – To co ty teraz zrobisz Jasiu?
    – No chyba znowu będę jeździł walcem.

  • Zajączek mieszkał z misiem i zawsze jak wracał z dyskoteki to misiu go bił.

    Któregoś dnia, planując wyjście na kolejną imprezę, ostrzega misia:
    – Słuchaj miś, dziś idę na dyskotekę i jak wrócę pijany, masz mnie nie bić!
    Miś się zgodził. Następnego dnia rano, zając ponownie budzi się z podbitym okiem. Biegnie do misia:
    – Przecież obiecałeś, że mnie nie uderzysz!
    – Słuchaj zając… Przyszedłeś pijany jak bela – ja nic. Zwyzywałeś mnie od najgorszych – ja nic. Zacząłeś mnie bić – ja nic. Ale jak wziąłeś mój talerz z kolacją, nasrałeś, powbijałeś w to zapałki i powiedziałeś, że jeż się wprowadza to nie wytrzymałem…