Dzwoni więc do ekipy, która zajmuje się zdejmowaniem zwierząt z drzew. Po chwili przyjeżdża gość z bronią przez ramię i psem przy nodze. Właściciel drzewa pyta niepewnie o plan.
— Proste — odpowiada fachowiec. — Wchodzę na drzewo, potrząsam gałęziami, niedźwiedź spada, pies chwyta go za jaja i wtedy zabieramy zwierza.
Mężczyzna marszczy czoło i pyta: — Po co panu ta strzelba?
A fachowiec na to spokojnie: — A jak ja pierwszy spadnę, to pan szybciutko weźmie karabin i pyk pyk w psa.