Ostatnie treści

  • Szpital psychiatryczny.

    Ordynator oprowadza młodego psychiatrę po oddziale:
    – Tutaj jest sala Napoleonów, a tutaj – mechaników samochodowych…
    – A gdzie oni są? Nikogo nie widzę.
    – Leżą pod łóżkami i naprawiają…

  • W szpitalu psychiatrycznym raz na rok odbywa się przegląd ludzi.

    No i zrobili sztuczny sklep. Posadzili wszystkich i pytają:
    – Kto kupi litr chleba?
    Wyrywa się jeden podchodzi i mówi:
    – Poproszę litr chleba.
    – Eee tam zostajesz jeszcze na rok co najmniej.
    Pytają dalej:
    – Kto kupi litr chleba?
    Sytuacja się powtarza.
    Jeden z opiekunów widzi, że w rogu sali śmieje się jeden z pacjentów i mówi:
    – Ee ty tam w rogu z czego się śmiejesz?
    – Ahahahah bo poszedł po chleb, a nie wziął butelki.

  • Dwóch wariatów kąpie się nad rzeką:

    Nagle jeden z nich zauważa pływające zwłoki:
    – O rany, trzeba mu zrobić sztuczne oddychanie!
    Wyciągnął rurkę i wsadził ją trupowi w tyłek, po chwili zmęczył się i mówi do drugiego:
    – Teraz ty.
    – Wiesz co, brzydzę się po tobie.
    Po czym wyciągnął rurkę i wsadził drugą stroną.

  • W szpitalu psychiatrycznym…

    …idzie pacjent ze szczoteczką do zębów na smyczy. Przechodzący lekarz mówi do niego:
    – O…jaki ładny piesek, panie Nowak.
    – Co pan, panie doktorze, zwariował pan? Przecież to szczoteczka do zębów!
    Lekarz trochę zmieszany poszedł do gabinetu, a świr na to (do szczoteczki na smyczy):
    – Widzisz Azor, jak żeśmy pana doktora w konia zrobili?

  • Na wycieczkę rowerową wyruszyło dwóch wariatów.

    Jadą, jadą… Nagle jeden zatrzymuje się i spuszcza powietrze z kół.
    – Co ty robisz? – pyta drugi.
    – A siodełko było za wysoko – odpowiada tamten.
    Na to ten drugi zamienia miejscami kierownicę z siodełkiem. Teraz ten co spuszczał powietrze, zdziwiony pyta:
    – A co ty wyprawiasz?
    – Zawracam, z takim idiotą jak ty nie jadę dalej!

  • Do urzędu patentowego wchodzi wariat.

    – Chciałbym opatentować pułapkę na muchy.
    – Spóźnił się pan, już dawno opatentowano tysiąc modeli.
    – Ale moja jest inna – upiera się petent – jest z betonu i stoi w moim ogrodzie.
    Urzędnik trochę zaciekawiony, trochę rozbawiony pyta jak ona działa.
    – Mucha, proszę pana, wlatuje do środka, tam są długie, kręte schody, potem zakręt w lewo, korytarz prosto, potem są długie kręte schody, potem zakręt w lewo, korytarz prosto, potem są długie kręte schody, potem zakręt w lewo, korytarz prosto, potem…
    – Dobra, wiem – przerywa urzędnik – są długie kręte schody, potem zakręt w lewo…
    – A widzi pan! – uśmiechnął się chytrze wariat – i mucha też tak myśli, ale tam właśnie jest ogromna przepaść, mucha spada i zabija się na dnie.