Na dworcu w Zakopanem stoi pociąg do Krakowa, napakowany pasażerami do granic możliwości.

W jednym z wagonów, góral zastanawia się, jak poprawić sobie wygodę podczas podróży. Spogląda do koszyka z wikliny, który ma na kolanach, a potem się pochyla i zaczyna przeszukiwać przestrzeń pomiędzy nogami innych pasażerów.
– Gazdo, a czego wy tam szukacie?
– Miołech żmije w koszu i mi tu kajś uciekła.
Ludzie w popłochu podrywają się z miejsc i zaczynają uciekać. Góral, zadowolony, układa się wygodnie i zasypia. Po chwili budzi go konduktor, który go lekko szturcha w ramię.
– Budzić się, wstawać, wstawać!
– To my juz som w Krakowie?
– Nie, w Zakopanem. Jakiś wariat wypuścił żmiję i trzeba było odłączyć wagon od składu.

Co myślisz?

Żona żali się mężowi :

Do biura matrymonialnego zachodzi facet.