– Położyć się na nagiej babie i czekać na trzęsienie ziemi.
-
-
Przychodzi pewna znana artystka do lekarza:
– Panie doktorze, jestem strasznie zestresowana.
– Proszę zażywać przepisane leki…
Po tygodniu pacjentka przychodzi znowu:
– Panie doktorze, nie pomaga…
– Przepiszę pani inne leki..
Po tygodniu pacjentka przychodzi do lekarza znowu:
– Dalej nie pomaga …
– W takim razie musi pani pojechać do sanatorium. Proszę kupić sobie dres, trochę się pani zrelaksuje i odpocznie.
Po miesiącu pacjentka znowu przychodzi do lekarza:
– I co stres przeszedł?
– Oj, panie doktorze! Nie ma już stresu, nie ma też dresu i okresu. -
Lekarz spotyka kobietę ubraną na czarno.
– Co u pani?
– A mąż, z którym do pana chodziłam niestety zmarł.
– Czy brał te leki co mu ostatnio przepisałem?
– Tak, brał.
– No i co, pocił się po nich?
– Tak, pocił się.
– A no to dobrze. -
Na Ziemię przybyli kosmici.
Wizyta była oficjalna i zaplanowana z wyprzedzeniem. Celem było poznanie codziennego życia mieszkańców Ziemi. Grupa naukowców przez wiele dni tłumaczyła przybyszom różne aspekty funkcjonowania ludzkości. Na koniec przyszła kolej na temat rozmnażania. Mimo licznych wyjaśnień teoretycznych, kosmici kompletnie nie mogli pojąć, jak to dokładnie działa – wydawało im się to strasznie skomplikowane. Zdecydowano więc, że najlepiej będzie pokazać to w praktyce. Znaleziono parę studentów, którzy za drobną opłatą (i niemałą ekscytacją) zgodzili się zaprezentować proces „na żywo” – oczywiście w imię nauki i międzyplanetarnego porozumienia. Seans odbył się w obecności naukowców i kosmitów, którzy z ogromnym zainteresowaniem obserwowali wszystko od początku do końca. Po wszystkim przybysze, wyraźnie skonsternowani, zapytali, gdzie w takim razie to obiecane potomstwo. Naukowcy wyjaśnili, że efekt pojawi się dopiero za około dziewięć miesięcy. Zaskoczeni kosmici zamyślili się na chwilę, po czym zapytali:
-To dlaczego oni tak pędzili pod sam koniec? -
Wchodzi gość do baru i wskazując na nieprzytomnego
leżącego na stoliku klienta, mówi do barmana:
– Dla mnie to samo. -
Gabinet lekarski w przychodni rejonowej w Rejowcu Fabrycznym.
Czwartek, więc gabinet psychiatryczny otwarty. Wchodzi facet — około 47 lat, brzuszek, zakola, okulary jak denka od słoików, spodnie pamiętające PRL. Zezuje, głowę przechyla lekko na lewo. Co pana sprowadza? — pyta lekarz.
— Ż-żona mi się pu-puszcza!
— Ech, no cóż… wierną teraz trudno znaleźć — wzdycha psychiatra.
— S-syn się włóczy i ch-chuligani.
— No ale jeszcze nikogo nie zadźgał, prawda?
— Nooo i s-sikam w nocy do łóżka…
— Coś zaradzimy — mówi lekarz. — Proszę brać nervostal dwa razy dziennie i wrócić za dwa tygodnie. Mijają dwa tygodnie. Facet wraca — uśmiechnięty, w czerwonych dżinsach i sweterku w romby jak z katalogu lat 80.
— Jak tam, co słychać? — zagaduje lekarz.
— Aaa, wszystko git!
— Żona?
— Puszcza się, ale wie pan… gdzie teraz wierną znaleźć.
— Syn?
— Dalej rozrabia, ale przynajmniej nikogo jeszcze nie zatłukł.
— A jak nocne problemy?
— Nadal sikam, ale do rana zawsze zdąży wyschnąć! -
Policjant z drogówki zagląda do auta starszej blondynki podczas rutynowej kontroli.
– Ma pani już mocno zdarty profil. – stwierdza sprawdzając ogumienie policjant.
– No wie pan, pan też już raczej z okładki nie jest…- odcina się blondyna. -
W szkole liceum plastycznym były dwa kierunki:
Szkło i Wystawiennictwo. Pewnego razu profesor zdenerwował się na zasłaniającego mu całą klasę ucznia i powiedział:
– Ze szkła jesteś?
A uczeń wystraszony:
– Nie z wystawiennictwa. -
Na łące pasie się wielki byk.
Odgania ogonem muchy i szczypie zieloną trawkę. W pewnym momencie zauważa kątem oka wychodzącego zza pagórka białego królika, który coś krzyczy. Byk wraca do jedzenia, a zbliżający się królik wrzeszczy:
– Z drogi bo idzie królik, król zwierząt.
Byk dalej je trawę i macha ogonem. Królik stanął za nim i mówi:
– Jak zaraz nie odejdziesz to zobaczysz, że gorzko tego pożałujesz. Liczę do trzech: raz, dwa.
W tej chwili byk walnął wielką kupę i to tak, że trafił prosto w królika, po czym wrócił do jedzenia. Po kilku minutach z kupy ”wynurza” się brązowy królik i pyta:
– Co, zesrałeś się ze strachu cwaniaczku? -
Koniec roku szkolnego.
Syn wraca do domu po uroczystości rozdania świadectw i mówi:
– Tato, świetna wiadomość! Szkoła przedłużyła ze mną kontrakt na szóstą klasę! -
Spotyka się dwóch znajomych, którzy nie widzieli się już od wielu lat:
– Co u Ciebie słychać?
– Nic szczególnego, ożeniłem się, mam dzieci…
– Ile?
– No, najpierw urodzili się bliźniaki, potem bliźniaczki, potem znów bliźniaki, po dwóch latach znowu bliźniaczki, a teraz za trzy miesiące żona ma urodzić kolejne bliźniaki….
– Co?! – Dziwi się kolega – Za każdym razem masz bliźniaki?
– No nie, były też takie przypadki, że nic się nie wydarzyło… -
W celi jest zamkniętych dwóch skazanych.
Jeden siedzi na łóżku, a drugi chodzi nerwowo od okna do drzwi i z powrotem, nie mogąc znieść bezczynności kolegi z celi. W końcu do niego mówi:
– Czemu ty tak siedzisz?
A ten mu odpowiada:
– A co ty myślisz, że jak ty tak chodzisz, to nie siedzisz? -
Do taryfy wsiada podpity jegomość.
Kierowca się pyta:
– Dokąd jedziemy?
– Aleossochodzziii?
– Pytam się dokąd mam pana zawieźć.
– Aleeeeoccssochodzi?
Taksówkarz coraz bardziej zdenerwowanym głosem:
– Wsiadł pan do taksówki, a ja mam pana gdzieś zawieźć, więc proszę mi powiedzieć, dokąd!
– Alejaktooocssochozzzi?
– Panie! Mów pan gdzie mam jechać!
– Nerozumemosssochozzzi…
-Wsiadł pan, palancie, do taksówki, ja jestem usługodawcą, a pan cholernym klientem i mam prawo wiedzieć, dokąd mam pana do cholery zawieźć!!
– Ajaaaa jestem kljentemmm i mmmm prawooo wiezzzzieć osssochozzi! -
Dwaj przyjaciele wyjechali do Afryki.
Pewnego dnia zostali złapani przez kanibali, którzy wrzucili ich do wielkiego kotła i gotują z nich zupę. Nagle jeden z nich zaczyna się śmiać.
– Co ci jest? Za chwilę nas ugotują i zjedzą, a ty się śmiejesz! I co jest takie zabawne?
– Właśnie nasikałem im do zupy. -