W środę 10 stopni, w czwartek 10 stopni i w piątek 10 stopni.
-
-
Dzwoni facet do drzwi. Kobieta otwiera, a on trzyma trumnę.
– To chyba pomyłka – mówi kobieta.
– Nie, proszę pani – odpowiada dostawca. – Męża zwracamy. -
Uwielbiam Halloween
— to jedyny dzień w roku, kiedy mogę wyjść z teściową na spacer i nikt nie ucieka z krzykiem.
-
Jasiu zwierza się koledze:
– Stary, ja to mam pecha. Pół roku odkładałem pieniądze, żeby zrobić sobie małą niespodziankę.
– I co, udało się?
– No niby tak… zamówiłem panią do towarzystwa, a w drzwiach stanęła… nasza polonistka. -
Dwa szczury siedzą w kącie kina i chrupią taśmę filmową.
– Całkiem niezłe kino – mówi pierwszy.
– Zgadza się – przytakuje drugi. – Ale wersja papierowa była lepsza! -
Na ławce w parku siedzi młody chłopak i wcina cukierek za cukierkiem.
Starszy pan obok mówi:
– Młodzieńcze, jak będziesz jadł tyle słodyczy, to szybko stracisz zęby.
Chłopak patrzy na niego i odpowiada:
– A mój dziadek miał 110 lat i wszystkie zęby!
– Naprawdę? Jadł tyle cukierków co ty?
– Nie, po prostu nie wtrącał się w cudze sprawy. -
Blondynka wraca od okulisty.
Koleżanka pyta:
– No i jak tam, co wyszło?
– Lekarz mówi, że z oczami wszystko w porządku… tylko muszę się w końcu nauczyć liter! -
Spotyka się dwóch psychologów.
– Wiesz, to ciekawe zjawisko – mówi pierwszy. – Jak w bibliotece krzykniesz „Aaaaa!”, wszyscy patrzą na ciebie z oburzeniem.
– A spróbuj zrobić to samo w samolocie – odpowiada drugi. – Zobaczysz, ilu ludzi natychmiast krzyknie razem z tobą! -
Żona odwiedza męża w więzieniu i po spotkaniu idzie do naczelnika:
– Panie naczelniku, mój mąż jest wykończony! Może by mu pan dał coś lżejszego do roboty?
– Ależ proszę pani, on ma najspokojniejszą posadę w całym zakładzie – siedzi w bibliotece i tylko karty wydaje!
– No właśnie! A w nocy jeszcze kopie jakiś tunel! -
Przychodzi uczeń do biblioteki i mówi:
– Poproszę książkę „Anakonda”.
Bibliotekarka unosi brwi:
– Z działu przyrodniczego?
– Nie, nie… to lektura z polskiego.
– Może chodzi ci o „Antygonę” Sofoklesa?
– O właśnie! Wiedziałem, że coś na „A” i coś się tam dusiło! -
Wraca spóźniony i pijany Marian do domu.
Potyka się o próg, wali głową w lustro, zrzuca kwiaty z parapetu, robi niezły hałas.
W jednej chwili wpada Helena z dziećmi, a Marian, chwiejąc się i z szerokim uśmiechem, mówi:
– No proszę, wiedziałem, że beze mnie nie zaśniecie! -
Stary, rozstałem się z Zośką.
– Co ty mówisz? Dlaczego?
– Wyobraź sobie, że miała do mnie pretensje, bo u ciebie na parapetówie coś z nią było, a potem poszedłem spać do innego pokoju.
– No i z tego powodu koniec? Weź jej kup kwiatka, pogadajcie, wszystko się ułoży.
– Eee… problem w tym, że mnie w ogóle nie było na twojej parapetówie! -
Facet zabawiał się z kochanką, gdy nagle usłyszał, że na podjazd wjeżdża samochód jej męża.
Bez zastanowienia złapał ubranie i wyskoczył przez okno – akurat w ulewny deszcz.
Na ulicy akurat trwał maraton, więc żeby się nie wyróżniać, dołączył do biegu. Po chwili jeden z biegaczy pyta zdziwiony:
– Ty zawsze biegasz na golasa?
– Jasne! Czuję się wtedy wolny, a deszcz przyjemnie chłodzi – odpowiada facet.
– A ubranie pod pachą po co niesiesz?
– Żeby po biegu mieć świeże ciuchy.
– A ta preze**atywa?
– Na wszelki wypadek… jakby zaczęło padać! -
Siedzą dwa zające i chrupią marchewki.
– Ej, słyszałeś? Żubrzyca urodziła małego!
– Serio? No to pewnie słodki maluch?
– Eee… zależy dla kogo.
– Jak to?
– Zęby wystają, uszy przydługie… generalnie lepiej, żeby Żubra nie spotykać przez kilka dni. -
Turysta pyta przewoźnika nad Jeziorem Genezaret:
– Ile kosztuje rejs łódką?
– Pięćset dolarów.
– Co?! To rozbój w biały dzień!
– Proszę pana, to po tym jeziorze chodził sam Pan Jezus!
– No to się nie dziwię, że wolał iść pieszo…