– A dokąd to, młodzieńcze? – pyta ojciec.
– Idę na randkę – przyznaje syn.
Ojciec uśmiecha się z przekąsem:
– Phi! Ja w twoim wieku chodziłem na randki bez żadnej latarki!
Na to syn:
– No właśnie… i zobacz, jak trafiłeś.
-
-
Wiesz, ja zaczynam być produktywny dopiero po trzeciej kawie.
– Serio? To ile ich dziennie pijesz?
– Dwie. -
Sąsiadka wpada zdyszana do Heleny, która akurat siedzi przy komputerze:
– Helenka! Mam taki dowcip, że jak ci go powiem, to ci biust opadnie! Helena odwraca się zaciekawiona, a sąsiadka zerka na dekolt i mówi:
– Aaa… to jednak już go znasz. -
Żona przegląda katalog z modą zimową i pokazuje mężowi eleganckie futro:
– Kochanie, marzy mi się takie…
Mąż patrzy i mówi:
– To może zacznij chrupać karmę dla kotów. -
-
Starszy pan zaprosił dawnego znajomego na kawę.
Siedzą, gawędzą, a obok po pokoju kręci się kilkuletnia dziewczynka.
W pewnej chwili gospodarz woła:
– Magisterko! Dolej nam kawy! Mała pobiegła do kuchni, a kolega mówi zaskoczony:
– „Magisterka” to oryginalne imię…
– A co ja poradzę? – wzdycha gospodarz. – Wysłałem córkę na studia, a z tym wróciła! -
Lokaj przychodzi do hrabiego:
– Jaśnie panie, może podać obiad?
– Bez sensu…
– To może wybierzemy się na przechadzkę?
– Bez sensu…
– To może zagadka?
– No dobrze, spróbujmy. Lokaj pyta:
– Co to jest: kudłate i wchodzi do dziurki?
– Ch*j.
– A nie! Mysz!
– Mysz? Do d*py? Bez sensu… -
Po latach spotyka się dwóch kumpli z wojska.
Jeden z daleka, więc poszli do mieszkania drugiego, żeby uczcić spotkanie. Trochę popili, a że gospodarz mieszkał w ciasnej kawalerce, zaproponował, żeby tamten został na noc — wszyscy troje: on, żona i kolega — w jednym łóżku. Rano gospodarz odprowadza kumpla na pociąg, a tamten mówi: – Stary, super się spotkaliśmy, tylko jedno mnie zdziwiło… Twoja żona całą noc trzymała mnie za „małego”.
– Spokojnie — odpowiada gospodarz. — To nie ona, tylko ja. Bałem się, że mi żonę poderwiesz! -
Marysiu! Coś taka smutna dzisiaj?
– A bo stary odszedł ode mnie…
– No i ch*j z nim!
– W tym właśnie problem… -
Przychodzi wkurzony facet do baru i na wejściu mówi:
-Pieprzony matiz, tfu! Kelner setke wódki”. Kelner podaje wódkę i delikatnie prosi klienta o kulturę. Po chwili znowu – „Pieprzony matiz, tfu! Kelner daj jeszcze 3 shoty”.
Kelner na to:
– Panie powiedz no pan wreszcie o co chodzi.
– No widzi pan, jadę sobie TIRem, załadowanym na maxa-40 ton, rozumie pan-i nagle patrze gówniarze na drodze. To co miałem zrobić, zacząłem hamować i wpadłem do rowu. Nagle patrze, podjeżdża jakiś koleś nowiutkim, żółtym matizem prosto z salonu, uchyla okno i mówi -Może panu pomóc, może pana wyciągnąć?
No to ja mu na to
– Jak mi tego TIRa tym matizem z rowu wyciągniesz to ci obci**ne! Pieprzony matiz, tfu! -
Górnik Zeflik zginął tragicznie podczas szychty na kopalni.
Jego kamraty zebrali się pod bramą i zaczęli gorączkowo uradzać, jak tu najdelikatniej przekazać tę straszną wiadomość jego żonie. Po długich debatach wybrali delegację, która udała się pod dom Zeflika.Gdy żona wyszła na próg, jeden z górników, chcąc zacząć możliwie ostrożnie, zapytał: – Przepraszamy najmocniej, ale czy to pani jest wdową po Zefliku? – Jaką znowu wdową?! – oburzyła się kobieta. – Co wy za bzdury gadacie, mój chłop jest przecież w robocie! Na co górnik, drapiąc się po głowie, wypalił: – A chce się pani założyć o kista piwa, że jednak wdową?
-
Jeden z ambasadorów zapytał cesarzową Katarzynę II:
– Wasza Cesarska Mość, jak to możliwe, że Twoi poddani, choć znani z krnąbrności i zamiłowania do swawoli, zawsze słuchają Cię bez sprzeciwu?
– To proste. Po pierwsze, nigdy nie zmuszam ich do robienia rzeczy, które byłyby dla nich zbyt niewygodne. Po drugie zaś – wszelkie zasługi chwalę głośno i publicznie, natomiast ganię zawsze tylko półgłosem. -
Stirlitz, jak sądzicie, co jest bardziej pożyteczne: radio czy gazeta? – zapytał Mueller, mrużąc podejrzliwie oczy.
– Bez wątpienia gazeta. W radio nie da się przecież zawinąć śledzia – odpowiedział z kamienną twarzą Stirlitz.
-
Zmarł sędziwy Żyd, który zajmowałem się pożyczaniem pieniędzy na wysoki procent
Mimo obietnicy wysokiego wynagrodzenia, nikt nie chciał wygłosić pochwalnej mowy nad jego grobem. Ostatecznie, tuż przed pochówkiem, pojawił się mężczyzna, który za podwójne honorarium rzekł nad mogiłą: – Wszyscy znaliśmy Mosze. Wiemy doskonale, że był to łotr, oszust i bezlitosny wyzyskiwacz… Jednak patrząc na stojących tu jego synów, musimy uczciwie przyznać, że stary Mosze był przy nich człowiekiem o gołębim sercu.
-
Podczas wielkiego balu w pałacu carskim
imperatorka Katarzyna II tańczy z hrabią Pawłem Biezuchowem. W pewnym momencie władczyni rzuca chłodne spojrzenie na jego dłoń:
– Hrabio, ma pan plamkę na mankiecie – zauważa z niesmakiem.
Biezuchow, nie mogąc znieść tak strasznego wstydu przed obliczem monarchini, wychodzi do sąsiedniej sali i tam, z rozpaczy, odbiera sobie życie.Chwilę później caryca tańczy już z księciem Andriejem Bołkońskim.
– Książę, widzę plamę na pańskim surducie – mówi wyniośle.
Bołkoński, dla którego honor jest cenniejszy niż życie, również nie wytrzymuje hańby. Odchodzi do innego pokoju i strzela sobie w łeb.W końcu nadchodzi kolej na porucznika Rżewskiego. Caryca patrzy w dół i marszczy brwi:
– Poruczniku, ależ wasze buty z cholewami są całe uwalane błotem! Rżewski, uderzając dziarsko obcasami, odpowiada z rozbrajającym uśmiechem
– Nie niepokójcie się, Wasza Wysokość! To nie błoto, to psie gówno. Jak podeschnie, to samo odpadnie!