Jednak coś nieuchwytnego sprawiało, że przechodnie z łatwością domyślali się jego prawdziwej tożsamości. Być może była to radziecka czapka-uszanka, może ciężkie walonki, a może spadochron, który z głośnym szelestem uparcie ciągnął się za nim po bruku.
-
-
W nocy Jasia i Małgosię naszła ochota na odrobinę czułości.
– Jaś, przecież on nas usłyszy! – szepnęła zaniepokojona Małgosia.
– Spokojnie, mam plan. Jak poczujesz, że chcesz krzyczeć z emocji, mów po prostu szeptem „pączek”. To go nie obudzi.
Zaczęli się kochać, a po chwili Małgosia, coraz głośniej, zaczęła powtarzać: – Pączek! Pączek! Pączek!
Nagle z dolnego łóżka dobiegł zaspany i zirytowany głos ojca: – Dzieciaki, jedzcie te pączki szybciej, bo mi już lukier na głowę kapie! -
Masztalski wraca do dom w opłakanym stanie
Ni mo jednej ręki i brakuje mu nogi. Maryjka, widząc go w progu, łapie się za głowę i woła:
– Pieronie, Masztalski! Co ci sie stało?! Gdzieś ty to stracił?!
– A Masztalski, ledwo dychając, odpowiada: – Widzisz, Maryjka… założyliśmy sie z Ecikiem o ręka, że mi nogi z rzyci nie wyrwie! -
-
Kumo, co twoja wnuczka dostała od tego Włocha, co go poznała?
— Powiada, że syfilisa jakiego.
— A co to jest?
— Nie wiem, ale twierdzi, że większe od mercedesa.
— Jak to?
— Bo mówiła, że na tym cała wieś się na tym przejedzie. -
Wchodzi facet do baru i podchodzi do gościa w kącie:
– Ty jesteś tym słynnym płatnym zabójcą?
– Tak.
– Ile bierzesz za strzał?
– Dziesięć tysięcy od pocisku.
– A jak spudłujesz?
– Nie pudłuję.
– Dobra – moja żona jest w motelu naprzeciwko z jakimś facetem. Daję dwadzieścia za obu, chcę, żebyś ich „zajął się” tak, żeby już nigdy się nie zobaczyli. Jemu odstrzel małego a jej głowe.
Wchodzą na dach, snajper podaje lornetkę. Patrzy, patrzy i milczy. Klient się niecierpliwi:
– No? Co widzisz?
Snajper wzrusza ramionami:
– Zaraz policja przyjedzie. Za minutę będziesz oszczędzał dziesięć tysięcy — nie musisz się o nic martwić. -
Stirlitz relaksował się w swojej konspiracyjnej kwaterze.
Nagle wazon z kwiatami ześlizgnął się z parapetu i roztrzaskał się na jego głowie. To był zakodowany sygnał – informacja, że żona właśnie urodziła mu syna. Pułkownik Isajew dyskretnie otarł łzę wzruszenia. Ogarnęła go potężna tęsknota za ojczyzną – w końcu nie był w domu od siedmiu długich lat.
-
Dwaj ortodoksyjni Żydzi spacerują po nekropolii.
Nagle stają przed monumentalnym grobowcem bogatego rodu fabrykantów. Włoski marmur, lśniący granit i złocenia budzą ich ogromny podziw. Obchodzą budowlę dookoła, aż jeden wzdycha:
-No popatrz, Mosze… Tacy to potrafią sobie żyć… -
-
Kierownik wpada do działu kontroli jakości:
– Panie Heniu, kończymy z testami na zwierzętach!
Henio marszczy brwi:
– Ale przecież wszyscy tak robią.
– Może i tak, ale my produkujemy… młotki! -
Pod okienkiem PKP chwieje się podpity gość.
Podchodzi student i mówi:
– Poproszę połówkę do Warszawy.
Na to pijaczek:
– A ja poproszę ćwiarteczkę… na miejscu. -
Żona mówi do męża:
– Jak trafisz szóstkę w lotto, od razu robię lifting, botoks i powiększenie biustu. Co ty na to?
– A gdybym za tę kasę zrobił chip-tuning naszego starego Matiza?
– Zwariowałeś? Po co pakować pieniądze w rupiecia, skoro można kupić nówkę z salonu!
– Super, że myślimy tak samo. -
Największe banki świata organizują mistrzostwa włamywania do sejfów.
Zasady proste: drużyna ma minutę na otwarcie sejfu przy zgaszonym świetle. Po minucie światło się zapala – to porażka. Startują Niemcy – mija minuta, światło błyśnie, klapa.
Potem Francuzi, Włosi, Szwedzi… wszystkim zapala się lampka po minucie.
Wchodzą Polacy. Mija minuta – prowadzący naciska przycisk… i nic, ciemno. Słychać szept w ciemności:
-Rysiek, mamy już walizkę kasy- na co ci jeszcze ta żarówka? -
Dwóch małych chłopaków stoi pod kościołem, właśnie wychodzą nowożeńcy.
– Patrz, teraz będzie show! – szepcze jeden.
Podbiega do pana młodego i wrzeszczy:
– Tato! Tato! -
Na carskim dworze jedna z dam dworu pyta z nieukrywaną ciekawością:
Wasza Wysokość, a gdzież to podział się nasz uroczy porucznik Pawłow? Dawno nie było go widać w pałacowych korytarzach.
– Zrezygnowałam z jego usług – odpowiedziała krótko caryca Katarzyna.
– Ależ dlaczego? Przecież wydawał się taki szarmancki…
– Owszem, był miły, ale miał niezwykle nieprzyjemny śmiech
– To doprawdy zastanawiające, Pani… Nikt z nas, ani nikt z całej służby, nigdy nie zauważył w jego śmiechu niczego niestosownego.
– No cóż, to chyba oczywiste. Jeszcze tego by brakowało, żeby cała służba oglądała mnie w momencie, gdy się rozbieram!