– Coś mi się wydaje, że ktoś tutaj szepcze…
Na to odzywa się uczeń z tyłu:
– Też mam takie wrażenie, ale lekarz mówi, że to normalne przy mojej terapii.
-
-
Spotyka się dwóch żuli, jeden wzdycha:
– Stary, masakra… nawet na wakacjach ciągle myślę o pracy.
– A co ty gadasz, jak to widać?
– Poszedłem wczoraj na jagody, a nazbierałem dwa worki butelek. -
Stirlitz wkroczył do gabinetu i dostrzegł Muellera, który bezwładnie leżał na podłodze, nie dając żadnych oznak życia.
– Otrucie – pomyślał analitycznie Stirlitz, bacznie przyglądając się trzonkowi siekiery wystającemu z piersi Gruppenführera.
-
Pod porodówką krąży zdenerwowany mąż i woła do żony, która wygląda z okna trzeciego piętra:
– Już po wszystkim?
– Już!
– No to kto? Synek czy córeczka?
– Synek.
– A do kogo podobny?
Na to żona macha ręką:
– Daj spokój, i tak go nie kojarzysz! -
Chłop miał 200 kur, ale ani jednego koguta.
Poszedł do sąsiada, żeby kupić kilka kogucików na start.
Sąsiad od razu proponuje:
– Po co ci trzy? Sprzedam ci Kazika. To taki kogut, że obsłuży ci cały drób sam.
Po kilku kieliszkach podpisali umowę. Chłop wrócił z Kazikiem, wypuścił go z klatki i poucza:
– Kazio, to twoje podwórko, dwieście kur — luzuj, nie przesadzaj, kupę pieniędzy zapłaciłem.
Ledwo skończył, Kazio rzuca się w kurnik jak tornado: najpierw przeleciał kury, potem gęsi, kaczki — kompletne szaleństwo. Rano chłop wstaje, widzi Kazika leżącego na trawie jak po walce, nad nim krążą sępy. Podbiega i krzyczy:
– No i co, Kazio, mówiłem — tyle kasy poszło!
Kazio otwiera jedno oko, sapie i na półgłosu:
– Cicho… bo mi sępy spłoszysz! -
Policjant z drogówki wraca po służbie i od drzwi woła do syna:
– Dawaj tu dzienniczek!
Chłopak podaje zeszyt – w środku same jedynki i wciśnięta stówka.
Ojciec zgarnia banknot i mówi z ulgą:
– No, widać że wychowanie idzie w dobrą stronę. -
Skarbie, masz jakieś ukryte fantazje erotyczne?
– Mam.
– No to zdradź mi.
– Wyobrażam sobie, że kocham się pod palmami na rajskiej wyspie… noc, szum oceanu, gwiazdy nad głową, zapach kwiatów, wino we krwi…
– A ja? Jestem na górze czy na dole?
– Ty? Ty zostałaś w domu. -
W autobusie gość pyta współpasażera:
– Ile przystanków zostało do Placu Wolności?
– Trzy. Po dwóch przystankach znów zagaduje:
– To teraz już tylko jeden?
– Nie, teraz pięć. -
Żona woła męża z sypialni zalotnym głosem:
– Kochanie, chodź szybciej, bo zacznę beze ciebie!
– Co ty opowiadasz?!
– Dokładnie tak, jak zawsze kończę. -
Do lekarza wpada kucharz i mówi:
– Panie doktorze, mam problem, bo na jedno ucho prawie nic nie słyszę.
– A na drugie? – pyta doktor.
– Barszcz czerwony, pierogi ruskie i kompot. -
Facet przychodzi do lekarza i mówi:
– Panie doktorze, żona wyjechała tydzień temu do sanatorium, więc sam zajmuję się naszym maluchem.
Kąpię go, przebieram, wychodzimy codziennie na spacer… a on w tym czasie schudł już siedem kilo. Co się dzieje?
Lekarz patrzy i pyta:
– A czym pan go żywi?
– Kurczę… wiedziałem, że o czymś zapomniałem! -
W akademiku ktoś woła z pokoju:
– Dziewczyny, chłopaki się zbliżają, szybko zdejmujcie majtki!
Słychać poruszenie i szelest…
– Nie te, wariatki! Chodzi o te, co wiszą na sznurku! -
Stirlitz usłyszał dyskretne pukanie do drzwi. Kiedy je otworzył, na progu zobaczył małego, bezbronnego kotka.
– Chcesz napić się mleczka, ty mały głuptasku? – zapytał czule pułkownik Isajew.
– Sam jesteś głupi! Przed chwilą przybyłem z Centrali z pilnymi rozkazami – odpowiedział szorstko kotek. -
Ksiądz i rabin podróżują wspólnie pociągiem.
W pewnym momencie duchowny wyciąga kanapki z szynką i oferuje jedną towarzyszowi. Rabin jednak odmawia:
– Przykro mi, ale religia zabrania nam jedzenia wieprzowiny.
– Wielka szkoda – odpowiada ksiądz. – To naprawdę pyszne!
Gdy podróż dobiega końca, rabin żegna się słowami:
– Proszę serdecznie pozdrowić małżonkę! – Ależ ja nie mam żony – tłumaczy ksiądz. – Obowiązuje nas celibat.
– A szkoda – kwituje rabin. – To takie dobre! -
W Wielkanoc facet pojechał w odwiedziny swoją siostrę i jej rodzinę.
Gdy przyjechał, jego najmłodszy siostrzeniec, sześcioletni Jasio, akurat pomagał mamie piec babeczki. Gdy zostały upieczone, Jasiowi pozwolono aby sam je polukrował. Niedługo potem przyniósł z kuchni całą tacę babeczek.
– Wyglądają bardzo apetycznie, Jasiu pochwalił chłopca wujek Fąfara, po czym wziął jedną i skosztował.
Po zjedzeniu babeczki, mówi:
– Babeczki są wspaniałe, a ten lukier świetnie wygląda! Jak ci się to udało, że jest taki równo położony i cienki?
– To było łatwe ? mówi Jasio. – Wygładzałem je językiem!
Wujek nieco zbladł:
– Lizałeś wszystkie ciastka?
– Nie wszystkie. Gdy mój język się zmęczył, pozwoliłem dokończyć naszemu pieskowi.