– Niestety, nie mam przy sobie ani złotówki.
– Choinka… A jak w domu?
– Dzięki, wszyscy domownicy czują się świetnie!
-
-
Leżą razem w łóżku, chłopak pyta dziewczynę:
– A ilu miałaś facetów przede mną?
– Noo… chyba czterech.
– To w sumie niewiele.
– Ojej, przepraszam, pomyłka! Zapomniałam doliczyć jeszcze paru… właściwie trzynastu! -
Na sośnie siedzi wrona i podziwia widoki.
Nagle pod drzewo podchodzi świnia i zaczyna się wspinać. Wrona przeciera oczy ze zdumienia, bo świnia bez trudu siada obok niej na gałęzi.
– Świnia, a ty co tu kombinujesz? – pyta zdumiona wrona.
– Przyszłam truskawek posmakować – odpowiada świnia.
– Ale przecież to sosna, a nie krzak truskawek! – mówi wrona.
– Truskawki mam w koszyczku! -
Nauczyciel od historii wpada wściekły do pokoju nauczycielskiego i zwraca się do dyrektora:
– No, ta klasa 1A z liceum to istny koszmar! Pytam ich, kto zabrał Bastylię, a oni chórem odpowiadają, że na pewno nie oni!
– Proszę zachować spokój – mówi dyrektor łagodnie – być może winowajcy są w innej klasie. -
Pewne afrykańskie plemię dopadła straszna susza.
– Spragnieni ludzie udali się do szamana z prośbą o ratunek. Szaman wyszedł z chaty i pyta: kto ma wodę?
– Cisza, więc ponawia: kto ma chociaż trochę wody?
– Wstaje jeden z mieszkańców i mówi: ja mam odrobinę.
– Podaje bukłak, a szaman wlewa wodę do miski, ściąga koszulę i zaczyna ją prać.
Wszyscy patrzą w osłupieniu. Szaman wyjmuje koszulę, wykręca i wylewa wodę w krzaki.
– Potem znów pyta: kto ma jeszcze wodę?
– Drugi mężczyzna mówi: mam pół bukłaka. Szaman wlewa resztę do miski, przepłukuje koszulę i wiesza ją na sznurku.
Ludzie są wściekli i już chcą się na niego rzucić. Wtem nadciągają chmury i zaczyna lać deszcz.
– Szaman wzdycha: zawsze, k**wa, jak zrobię pranie! -
Doszły mnie słuchy, że się rozstałaś z mężem.
– Prawda, bo obchodził się ze mną jak z psem.
– Co masz na myśli?
– Oczekiwał, żebym była lojalna! -
Tubylcy złapali Polaka, Anglika i Francuza.
– Wódz mówi: zła wiadomość, zabijemy was i ze skóry zrobimy kajak.
Dobra wiadomość, możecie wybrać sposób śmierci.
– Anglik mówi: dajcie mi pistolet. Strzelił sobie w głowę krzycząc: God save the Queen!
– Francuz mówi: poproszę szablę. Przebił się nią i zawołał: Vive la France!
– Polak mówi: dajcie mi widelec. Zaczyna dźgać się po całym ciele.
– Krew się leje, a on wrzeszczy: g*wno będziecie mieli, a nie kajak! -
Jasio wysłał list do dziadków.
Dziadek czyta babci na głos: „Kochani, wczoraj miałem pierwszą lekcję wychowawczą. Pani kazała zawsze mówić prawdę, więc się przyznam: w te wakacje, gdy byłem u was, zszedłem do piwnicy i zrobiłem kupę do weka z kompotem, a potem odstawiłem go na półkę. Wasz Jaś.” Dziadek kończy, trzaska babcię w policzek i warczy: – A nie mówiłem, że to gówno? A ty tylko: „skrystalizowało się, skrystalizowało się”.
-
Przed egzaminem grupa studentów koczuje pod salą.
Z nudów urządzają zawody: kto „dorzuci” indeksem bliżej listwy przy ścianie. Jednemu rzut nie wyszedł — zeszyt z ocenami wsunął się pod drzwi do środka, gdzie siedział profesor. Chłopak pobladł, ale po chwili indeks wysunął się z powrotem… z wpisem: 4. Rozbawieni próbują dalej: następny dostaje 3, kolejny 3–. W tym momencie zaczynają kalkulować, bo 2,5 raczej nie wchodzi w grę. W końcu jeden śmiałek decyduje się zaryzykować, pcha swój indeks pod drzwi… Nagle otwierają się drzwi, ukazuje się egzaminator i mówi: — Piątka za odwagę!
-
Żona delikatnie pyta męża:
– Mężu, czy ty uważasz, że jestem głupia?
– Nie. Ale jest szansa, że się mylę. -
-
Panie doktorze, mam potworne bóle głowy.
– Za dużo pan alkoholu wypija.
– Wcale nie piję.
– To pewnie z papierosów.
– Nigdy nie paliłem.
– Albo za późno pan się kładzie.
– O dziesiątej już śpię jak święty…
– W takim razie winna jest pańska aureola – za ciasna i uciska. -
Przesłuchania do filmu. Reżyser obchodzi grupę statystów:
– Ty, ty i ty…
Z tłumu wyskakuje gość: – I ja! I ja!
– Dobrze, ty też. A teraz wszyscy – spadać do domu! -
Na lekcji pani pyta:
– Kto u was w domu jest seniorem rodu?
– U mnie dziadek.
– U nas babcia.
– A u mnie prapraprapra… babcia.
– Niemożliwe!
– D-d-dlaczego? -
Jest pani dziś trzecią ciężarną, którą wiozę na lotnisko.
– Ale ja w ogóle nie jestem w ciąży!
– Spokojnie… jeszcze nie dojechaliśmy.