– Dziewczyny, chłopaki się zbliżają, szybko zdejmujcie majtki!
Słychać poruszenie i szelest…
– Nie te, wariatki! Chodzi o te, co wiszą na sznurku!
-
-
Stirlitz usłyszał dyskretne pukanie do drzwi. Kiedy je otworzył, na progu zobaczył małego, bezbronnego kotka.
– Chcesz napić się mleczka, ty mały głuptasku? – zapytał czule pułkownik Isajew.
– Sam jesteś głupi! Przed chwilą przybyłem z Centrali z pilnymi rozkazami – odpowiedział szorstko kotek. -
Ksiądz i rabin podróżują wspólnie pociągiem.
W pewnym momencie duchowny wyciąga kanapki z szynką i oferuje jedną towarzyszowi. Rabin jednak odmawia:
– Przykro mi, ale religia zabrania nam jedzenia wieprzowiny.
– Wielka szkoda – odpowiada ksiądz. – To naprawdę pyszne!
Gdy podróż dobiega końca, rabin żegna się słowami:
– Proszę serdecznie pozdrowić małżonkę! – Ależ ja nie mam żony – tłumaczy ksiądz. – Obowiązuje nas celibat.
– A szkoda – kwituje rabin. – To takie dobre! -
W Wielkanoc facet pojechał w odwiedziny swoją siostrę i jej rodzinę.
Gdy przyjechał, jego najmłodszy siostrzeniec, sześcioletni Jasio, akurat pomagał mamie piec babeczki. Gdy zostały upieczone, Jasiowi pozwolono aby sam je polukrował. Niedługo potem przyniósł z kuchni całą tacę babeczek.
– Wyglądają bardzo apetycznie, Jasiu pochwalił chłopca wujek Fąfara, po czym wziął jedną i skosztował.
Po zjedzeniu babeczki, mówi:
– Babeczki są wspaniałe, a ten lukier świetnie wygląda! Jak ci się to udało, że jest taki równo położony i cienki?
– To było łatwe ? mówi Jasio. – Wygładzałem je językiem!
Wujek nieco zbladł:
– Lizałeś wszystkie ciastka?
– Nie wszystkie. Gdy mój język się zmęczył, pozwoliłem dokończyć naszemu pieskowi. -
Dzień dobry, jest Marysia?
– Dzień dobry. Słyszałem, że zabierasz moją córkę na walentynkową randkę.
– Tak, proszę pana.
– Gdzie zamierzasz ją wziąć?
– W moim aucie. -
Syn, który pomaga ojcu w prowadzeniu interesu, pyta go pewnego dnia:
-Tato, właściwie co to jest ta cała etyka?
– Widzisz, synu, najprościej wytłumaczyć to na przykładzie. Wyobraź sobie, że do sklepu wchodzi klient, kupuje towar za sto rubli, płaci banknotem dwusturublowym i przez roztargnienie wychodzi, zapominając o reszcie. Wtedy właśnie stajesz przed dylematem etycznym: czy zatrzymać te pieniądze tylko dla siebie, czy uczciwie podzielić się nimi ze wspólnikiem? -
Na lekcji nauczycielka pyta:
– Piotrek, odrobiłeś pracę domową?
– Nie mogłem, proszę pani, bo mama zachorowała i musiałem się wszystkim w domu zająć…
– Siadaj, jedynka! A ty, Kuba, zrobiłeś zadanie?
– Ja musiałem pomagać tacie przy gospodarstwie…
– Siadaj, jedynka! No a ty, Jaś, masz pracę domową?
– Jaką pracę, proszę pani? Brat właśnie wrócił z więzienia, impreza była taka, że dopiero dochodzę do siebie!
– Ty mnie tu swoim bratem nie będziesz straszył. Siadaj, masz tróję. -
Do doktora przychodzi Kowalski. Lekarz go osłuchuje, bada i mówi:
– Zero alkoholu, zero papierosów i żadnych nerwów.
Kowalski natychmiast zrywa się z krzesła i rusza do drzwi.
– A pan dokąd? – pyta zdziwiony lekarz.
– Wychodzę, zanim się zdenerwuję! -
Po pierwszym roku na uczelni córka wpada do domu i od drzwi woła:
– Mamo, mam wreszcie chłopaka!
– Cudownie, kochanie! A na jakim jest kierunku?
– Mamo… on ma dopiero osiem tygodni! -
Z gabinetu stomatologa wychodzi pacjent, trzyma się za policzek.
– No i jak poszło? – dopytuje żona.
– Dwa zęby wyrwał.
– Ale przecież bolał ci tylko jeden!
– No tak… ale nie miał z czego wydać. -
Profesor podczas zajęć z językoznawstwa mówi do studentów:
– W polszczyźnie mamy potwierdzenie, zaprzeczenie, podwójne zaprzeczenie, które daje potwierdzenie, oraz podwójne zaprzeczenie, które dalej pozostaje zaprzeczeniem. Ale nie istnieje sytuacja, by dwa potwierdzenia oznaczały negację.
Na to jeden student z tyłu sali:
– Jasne, jasne… -
Rodzina je kolację w milczeniu, dziecko – dotąd uznawane za niemowę – nagle mówi:
– A gdzie sok?
Zszokowani rodzice aż odkładają sztućce. Mama pyta:
– Kochanie! Przez tyle lat nic nie mówiłeś, czemu milczałeś?!
– Bo zawsze był sok. -
Dwóch kumpli popija sobie przy kieliszku:
– Wiesz, chyba rozwiodę się z moją.
– A co się dzieje?
– Cały czas mi gdera, non stop to samo od miesięcy.
– No i o co się tak czepia?
– Że mam w końcu wyrzucić tę choinkę… a przecież święta skończyły się w styczniu. -
Facetowi zmarła teściowa, za którą nie przepadał.
W dniu pogrzebu cała rodzina schodzi się do kaplicy, a tam zięć klęczy przy trumnie, ręce złożone, głowę wtulił w pierś zmarłej.
Rodzina zaskoczona pyta:
– Co się stało? Przebaczyłeś jej po śmierci? Pogodziliście się wcześniej?
Na to zięć odpowiada:
– Jak usłyszałem, że zmarła, to trzy dni balowałem. Ale dziś rano obudziłem się z kacem nie do opisania, głowa pęka… a tu taka chłodna podusia… -
Środek nocy, z knajpy wytacza się zalany gość, nogi mu się plączą, więc postanawia złapać taksówkę.
Pod lokalem stoi tylko jedna. Facet grzebie w kieszeni i liczy, że ma ledwie 15 zł.
– Panie kierowco, ile weźmie pan za kurs na Mickiewicza?
– Dwudziestka – odpowiada taksówkarz.
– A za piętnaście się nie dogadamy?
– Za piętnaście to ja nawet drzwi nie otwieram!
– No błagam, późno, zimno, ja ledwo stoję, a kawał drogi do domu…
– Spadaj, nie zawracaj mi gitary – burknął kierowca.
Gościowi nie zostało nic innego jak zataczać się na piechotę.
Następnego dnia idzie ulicą i widzi sznur taksówek. Na samym końcu – ten sam niemiły taksówkarz. Facet podchodzi do pierwszej taksówki i pyta:
– Kurs na Mickiewicza ile?
– Dwadzieścia złotych.
– Dam pięćdziesiąt, ale w trakcie jazdy… no, zrobisz mi dobrze.
– Spadaj zboczeńcu, bo zaraz przyłożę!
Podchodzi do drugiej, trzeciej – i wszędzie to samo: pytanie, oferta, wkurzony taksiarz.
W końcu staje przy ostatniej taksówce – tej spod knajpy – i mówi:
– Na Mickiewicza ile?
– Dwadzieścia – odburknął kierowca.
– Dobra. Ale niech pan jedzie wolno… bo muszę pomachać wszystkim pana kolegom!