– Brzmi cudownie! Będę równo o 19:00.
– Świetnie. Tylko wpadnij o 17:00 – ktoś musi to ugotować.
-
-
Dwie kobiety po czterdziestce siedzą w poczekalni przychodni.
– Wiesz, Zosiu, jak sobie przypomnę młode lata, to kiedy szłam do lekarza, to trzeba było się cała rozebrać…
– No coś ty!
– A teraz wystarczy wystawić język – i wszystko wiadomo. -
Janusz, coś ty narobił z tym malowaniem. Kolor tragiczny, a ta farba to chyba trująca!
– O żesz… MÓWIĄCY KOT!!
– No właśnie… mówiłem, że to jakaś ostra chemia. -
Na początku uwielbiała w nim to, że był cichy, cierpliwy i nigdy niczego od niej nie oczekiwał.
Kilka lat później właśnie za to go zostawiła – bo był cichy, cierpliwy i nigdy niczego od niej nie oczekiwał.
-
Wędkarz łapie złotą rybkę. Ta patrzy na niego i mówi:
– Jeśli mnie wypuścisz, spełnię trzy twoje życzenia.
– Okej – mówi wędkarz. – To powiedz mi, kiedy umrę.
– Przykro mi, tego nie mogę zdradzić – odpowiada rybka.
– No to chociaż powiedz, kim będę po śmierci.
– Mogę. Będziesz sędzią hokejowym.
– Że co?! Przecież ja nawet nie wiem, na czym ten sport polega!
Rybka z powagą:
– To radzę ci się pospieszyć z nauką przepisów… za dwa dni masz pierwszy mecz. -
Sala konferencyjna w korpo. Kierownik projektu mówi do zespołu:
– Dobra, robimy burzę mózgów.
Ktoś z końca sali pyta:
– A o co w tym chodzi?
– Rzucacie pierwsze, co wam przyjdzie do głowy, bez filtrowania.
Z kąta słychać:
– Odwal się. -
Kumpel chwali się tatuażem:
– Zrobiłem zarąbistą dziarkę na tyłku!
– Pokaż!
– Ale nie sobie, tylko ukochanej.
– Aaa… to widziałem. -
Facet kupił sobie najnowsze Ferrari. Jedzie z fasonem, łokieć na oknie, muzyka gra, droga pusta – pełna sielanka.
Dojeżdża do przejazdu kolejowego i zatrzymuje się. Obok niego turkocze stary motorower, na nim chłopina w słomkowym kapeluszu, dziurawych gaciach i zawiązanym sznurkiem pasku. Zatrzymuje się obok i patrzy na Ferrari z błyskiem w oku: – Łooo panie! Co za maszyna! Pewnie lata jak błyskawica, co? – Heh – mówi z dumą kierowca – 380 na godzinę poleci bez problemu. Chłop się nachyla, zagląda do środka: – O rety, ile tu tych wskaźników! Jak w elektrowni! – To nic. Zobacz pan dopiero, jak to idzie! – mówi kierowca, po czym z piskiem opon wystrzela do przodu. Cyfry na liczniku przeskakują – 100… 180… 250… 300… Zwalnia lekko do 200, zerka w lusterko… coś się zbliża. Mały punkcik. Chwilę później – świst, cień, i coś go mija jak rakieta. Kierowca zbaraniał. Dokręca gaz – 280… 320… 340… wyprzedza ten obiekt. Hamuje, patrzy w lusterko – znów ten sam punkcik. Zbliża się w szalonym tempie. Zaciekawiony zjeżdża na pobocze, wychodzi z auta… I nagle: BUM! Coś z hukiem uderza w tył Ferrari. Zza auta wytacza się zakurzony, obity chłop z motoroweru. Włosy w każdą stronę, oczy jak spodki, zadowolony jak dziecko w sklepie z cukierkami. Kierowca biegnie do niego, spanikowany: – Boże, nic panu nie jest?! Wzywać pogotowie? Pomóc jakoś? Chłop z trudem podnosi głowę i mówi: – Eee, nie trzeba… tylko byś mi pan te szelki z lusterka odczepił…
-
Młody pilot blady jak ściana odwraca się do stewardesy i mówi:
– Mamy pięć minut do gleby. Nic się nie da zrobić. Spróbuj delikatnie przygotować pasażerów.
Stewardesa kiwnęła głową, poprawiła mundurek, wzięła mikrofon i ruszyła wzdłuż kabiny.
– Drodzy państwo, bardzo proszę wyjąć swoje paszporty. Tak, właśnie teraz.
Świetnie. Teraz trzymamy je wysoko nad głową i machamy. Super!
Teraz proszę zgiąć dokument na pół. I jeszcze raz. A teraz… zrolować, najlepiej ciasno, jak tylko się da.
Dobrze. A teraz, proszę państwa, uprasza się o wsunięcie powstałego rulonika głęboko w miejsce, gdzie słońce nie dochodzi – żeby służby miały łatwiej przy identyfikacji po katastrofie.
Dziękuję za uwagę, miłego lotu. -
Mąż wraca z delegacji, stęskniony i chętny na małe co nie co.
Pędem do sypialni, nie zapala światła, zrzuca ciuchy i przez dwie godziny daje popis pełen namiętności.
Zmęczony idzie do kuchni się napić – a tam… jego żona.
– Zaraz, zaraz… to kto leży w naszym łóżku?!
Żona z przerażeniem wpada do pokoju i woła:
– Mamo! Czemu nic nie powiedziałaś?!
Na co teściowa:
– Kochanie, przecież dobrze wiesz, że z twoim mężem od dawna nie zamieniam ani słowa. -
Babka natrafiła na starą lampę, pociera – wyskakuje dżin.
– Życzenie, pani?
– Kocham swojego męża i chcę być dla niego całym światem. Niech śpi przy mnie, budzi się ze mną, niech nie może oderwać ode mnie rąk i nie rozstaje się ze mną ani na krok.
Dżin kiwnął głową… i przemienił ją w smartfona. -
Głęboka noc. Małżeństwo leży w łóżku.
Mąż nachyla się i szepcze:
– Skarbie, może trochę miłości?
Żona mamrocze przez sen:
– Nie teraz… boli mnie głowa, ciśnienie mi spadło…
Na to mąż spokojnie:
– Spokojnie, śpij dalej. Ja przez telefon rozmawiam. -
Wpadam w nocy do całodobowej apteki, zdyszany, rozglądam się nerwowo po regałach.
Za ladą młoda farmaceutka uśmiecha się i mówi:
– Potrzebuje pan prezerwatyw?
– Już nie… teraz to raczej butelka i smoczek by się przydały. -
Babciu, a dziadek pracuje w warsztacie?
– Nie, skarbie, skąd ci to przyszło do głowy?
– Bo wygląda, jakby właśnie naprawiał autobus… leży pod nim na ulicy. -
Francuski oddział wojskowy ma przeprawę przez rzekę.
Generał wysyła zwiadowcę na rekonesans. Ten wraca i raportuje:
– Panie generale, samoloty spokojnie przelecą, czołgi też się przedostaną – pod warunkiem, że zamkną włazy.
– A piechota? – pyta generał.
– Piechota nie da rady, proszę pana.
– Dlaczego?!
– Bo na brzegu siedzi ogromny pies i strasznie warczy.