– Piotrek, odrobiłeś pracę domową?
– Nie mogłem, proszę pani, bo mama zachorowała i musiałem się wszystkim w domu zająć…
– Siadaj, jedynka! A ty, Kuba, zrobiłeś zadanie?
– Ja musiałem pomagać tacie przy gospodarstwie…
– Siadaj, jedynka! No a ty, Jaś, masz pracę domową?
– Jaką pracę, proszę pani? Brat właśnie wrócił z więzienia, impreza była taka, że dopiero dochodzę do siebie!
– Ty mnie tu swoim bratem nie będziesz straszył. Siadaj, masz tróję.
Długie
Ostatnie treści
-
-
Facetowi zmarła teściowa, za którą nie przepadał.
W dniu pogrzebu cała rodzina schodzi się do kaplicy, a tam zięć klęczy przy trumnie, ręce złożone, głowę wtulił w pierś zmarłej.
Rodzina zaskoczona pyta:
– Co się stało? Przebaczyłeś jej po śmierci? Pogodziliście się wcześniej?
Na to zięć odpowiada:
– Jak usłyszałem, że zmarła, to trzy dni balowałem. Ale dziś rano obudziłem się z kacem nie do opisania, głowa pęka… a tu taka chłodna podusia… -
Środek nocy, z knajpy wytacza się zalany gość, nogi mu się plączą, więc postanawia złapać taksówkę.
Pod lokalem stoi tylko jedna. Facet grzebie w kieszeni i liczy, że ma ledwie 15 zł.
– Panie kierowco, ile weźmie pan za kurs na Mickiewicza?
– Dwudziestka – odpowiada taksówkarz.
– A za piętnaście się nie dogadamy?
– Za piętnaście to ja nawet drzwi nie otwieram!
– No błagam, późno, zimno, ja ledwo stoję, a kawał drogi do domu…
– Spadaj, nie zawracaj mi gitary – burknął kierowca.
Gościowi nie zostało nic innego jak zataczać się na piechotę.
Następnego dnia idzie ulicą i widzi sznur taksówek. Na samym końcu – ten sam niemiły taksówkarz. Facet podchodzi do pierwszej taksówki i pyta:
– Kurs na Mickiewicza ile?
– Dwadzieścia złotych.
– Dam pięćdziesiąt, ale w trakcie jazdy… no, zrobisz mi dobrze.
– Spadaj zboczeńcu, bo zaraz przyłożę!
Podchodzi do drugiej, trzeciej – i wszędzie to samo: pytanie, oferta, wkurzony taksiarz.
W końcu staje przy ostatniej taksówce – tej spod knajpy – i mówi:
– Na Mickiewicza ile?
– Dwadzieścia – odburknął kierowca.
– Dobra. Ale niech pan jedzie wolno… bo muszę pomachać wszystkim pana kolegom! -
Na sośnie siedzi wrona i podziwia widoki.
Nagle pod drzewo podchodzi świnia i zaczyna się wspinać. Wrona przeciera oczy ze zdumienia, bo świnia bez trudu siada obok niej na gałęzi.
– Świnia, a ty co tu kombinujesz? – pyta zdumiona wrona.
– Przyszłam truskawek posmakować – odpowiada świnia.
– Ale przecież to sosna, a nie krzak truskawek! – mówi wrona.
– Truskawki mam w koszyczku! -
Pewne afrykańskie plemię dopadła straszna susza.
– Spragnieni ludzie udali się do szamana z prośbą o ratunek. Szaman wyszedł z chaty i pyta: kto ma wodę?
– Cisza, więc ponawia: kto ma chociaż trochę wody?
– Wstaje jeden z mieszkańców i mówi: ja mam odrobinę.
– Podaje bukłak, a szaman wlewa wodę do miski, ściąga koszulę i zaczyna ją prać.
Wszyscy patrzą w osłupieniu. Szaman wyjmuje koszulę, wykręca i wylewa wodę w krzaki.
– Potem znów pyta: kto ma jeszcze wodę?
– Drugi mężczyzna mówi: mam pół bukłaka. Szaman wlewa resztę do miski, przepłukuje koszulę i wiesza ją na sznurku.
Ludzie są wściekli i już chcą się na niego rzucić. Wtem nadciągają chmury i zaczyna lać deszcz.
– Szaman wzdycha: zawsze, k**wa, jak zrobię pranie! -
Tubylcy złapali Polaka, Anglika i Francuza.
– Wódz mówi: zła wiadomość, zabijemy was i ze skóry zrobimy kajak.
Dobra wiadomość, możecie wybrać sposób śmierci.
– Anglik mówi: dajcie mi pistolet. Strzelił sobie w głowę krzycząc: God save the Queen!
– Francuz mówi: poproszę szablę. Przebił się nią i zawołał: Vive la France!
– Polak mówi: dajcie mi widelec. Zaczyna dźgać się po całym ciele.
– Krew się leje, a on wrzeszczy: g*wno będziecie mieli, a nie kajak! -
Jasio wysłał list do dziadków.
Dziadek czyta babci na głos: „Kochani, wczoraj miałem pierwszą lekcję wychowawczą. Pani kazała zawsze mówić prawdę, więc się przyznam: w te wakacje, gdy byłem u was, zszedłem do piwnicy i zrobiłem kupę do weka z kompotem, a potem odstawiłem go na półkę. Wasz Jaś.” Dziadek kończy, trzaska babcię w policzek i warczy: – A nie mówiłem, że to gówno? A ty tylko: „skrystalizowało się, skrystalizowało się”.
-
Przed egzaminem grupa studentów koczuje pod salą.
Z nudów urządzają zawody: kto „dorzuci” indeksem bliżej listwy przy ścianie. Jednemu rzut nie wyszedł — zeszyt z ocenami wsunął się pod drzwi do środka, gdzie siedział profesor. Chłopak pobladł, ale po chwili indeks wysunął się z powrotem… z wpisem: 4. Rozbawieni próbują dalej: następny dostaje 3, kolejny 3–. W tym momencie zaczynają kalkulować, bo 2,5 raczej nie wchodzi w grę. W końcu jeden śmiałek decyduje się zaryzykować, pcha swój indeks pod drzwi… Nagle otwierają się drzwi, ukazuje się egzaminator i mówi: — Piątka za odwagę!
-
Panie doktorze, mam potworne bóle głowy.
– Za dużo pan alkoholu wypija.
– Wcale nie piję.
– To pewnie z papierosów.
– Nigdy nie paliłem.
– Albo za późno pan się kładzie.
– O dziesiątej już śpię jak święty…
– W takim razie winna jest pańska aureola – za ciasna i uciska. -
Gość w eleganckim hotelu siada do stolika i mówi do kelnera:
– Poproszę dwa jajka na twardo i na miękko – jedno tak niedogotowane, że będzie się lało, a drugie tak twarde, że ledwo przegryzę. Do tego dwa plastry boczku: zimne jak lód, ale z jednej strony przypalone na węgiel. Tosta proszę przypalić tak, żeby się rozsypywał w palcach, a masło niech będzie jak z zamrażarki – absolutnie nie do rozsmarowania. Kawa? Słaba, letnia, najlepiej jakby stała od wczoraj.
Kelner robi wielkie oczy:
– Przepraszam, ale nie jestem pewien, czy nasza kuchnia da radę przygotować coś takiego…
– Dziwne – wczoraj, k**wa, im się udało! -
Dwóch kumpli gada przy piwie.
– Wiesz co, ja z żoną mam idealny układ na udane małżeństwo.
– Serio? I co robicie?
– Dwa razy w tygodniu wychodzimy – romantyczna knajpka, kolacja przy świecach, winko, a potem dzika namiętność…
– Brzmi jak bajka!
– No, żona chodzi w środy, ja w soboty. -
Młoda dziewczyna z małej wioski w Polsce wyjechała do Paryża, by pracować jako pomoc domowa.
Podczas sprzątania sypialni zauważyła leżącą na podłodze prezerwatywę. Podniosła ją, obejrzała ze zdziwieniem i zaczęła dokładnie oglądać z każdej strony. W tym momencie do pokoju weszła właścicielka.
– Kochana, naprawdę nigdy czegoś takiego nie widziałaś?
– Nie, pierwszy raz widzę.
– Serio? To co, u was na wsi ludzie się nie kochają?
– No kochają się, kochają… Ale nie do tego stopnia, żeby ubytki w skórze były!