Ostatnie treści

  • Facet zabawiał się z kochanką, gdy nagle usłyszał, że na podjazd wjeżdża samochód jej męża.

    Bez zastanowienia złapał ubranie i wyskoczył przez okno – akurat w ulewny deszcz.
    Na ulicy akurat trwał maraton, więc żeby się nie wyróżniać, dołączył do biegu. Po chwili jeden z biegaczy pyta zdziwiony:
    – Ty zawsze biegasz na golasa?
    – Jasne! Czuję się wtedy wolny, a deszcz przyjemnie chłodzi – odpowiada facet.
    – A ubranie pod pachą po co niesiesz?
    – Żeby po biegu mieć świeże ciuchy.
    – A ta preze**atywa?
    – Na wszelki wypadek… jakby zaczęło padać!

  • Na skraju urwiska siedzą orzeł i sęp.

    – Ej, orzeł, luzik? – pyta sęp.
    – Luzik.
    Rzucają się w przepaść, a dwa metry nad ziemią robią efektowne hamowanie i znów szybują w górę. Po chwili podchodzi jastrząb.
    – Panowie, mogę się z wami poluzować?
    – Jasne, dawaj!
    Skaczą we trzech, to samo — piękne nurkowanie i hamowanie tuż nad ziemią. Po chwili podchodzi opos.
    – Ej, chłopaki, ja też chcę się poluzować!
    – No to się luzujemy! Rzucają się wszyscy czterej z klifu.
    W połowie lotu orzeł zerka na oposa i pyta:
    – Ty, stary… a ty masz w ogóle skrzydła?
    – Nie mam.
    – Szacun, kolego… Ty to dopiero masz luz!

  • Dwóch chłopaków ukradło sąsiadowi torbę pomarańczy

    Postanowili, że muszą podzielić się nimi po równo, więc poszli w najcichsze miejsce, jakie znaleźli — na cmentarz.
    Kiedy przechodzili przez bramę, dwie pomarańcze wypadły im z torby, ale machnęli ręką i poszli dalej. Chwilę później obok cmentarza idzie podpity facet i słyszy zza muru:
    – Jedna dla mnie, jedna dla ciebie… jedna dla mnie, jedna dla ciebie…
    Zbladł, wyrzucił butelkę i pędem pobiegł do pobliskiego kościoła.
    – Proszę księdza! Chodźcie szybko! Bóg z diabłem dzielą dusze na cmentarzu! Ksiądz nie dowierza, ale idą razem. Zatrzymują się przy bramie i nasłuchują:
    – Jedna dla mnie, jedna dla ciebie, jedna dla mnie, jedna dla ciebie…
    Cisza.
    Po chwili słychać głos:
    – No dobra… a co z tymi dwoma przy bramie?

  • Późna noc, przystanek tuż obok cmentarza.

    Samotny facet czeka, aż nagle podchodzi do niego dziewczyna i mówi niepewnie:
    – Przepraszam, dobrze, że pan też stoi… Bo ciemno, cmentarz, a we dwójkę zawsze raźniej.
    – Ależ oczywiście – odpowiada kulturalnie mężczyzna – mi też miło pogadać. Autobus jednak nie nadjeżdża, więc facet proponuje, że ją odprowadzi. Idą razem, rozmawiają, dziewczyna coraz bardziej wdzięczna:
    – Wie pan, to wcale nie jest daleko, ale rozumie pan… sama dziewczyna, noc, strach. A pan się tak nie boi?
    Facet uśmiecha się i mówi:
    – Kiedy żyłem, to się bałem…

  • Rano facet wychodzi przed dom i widzi na drzewie niedźwiedzia.

    Dzwoni więc do ekipy, która zajmuje się zdejmowaniem zwierząt z drzew. Po chwili przyjeżdża gość z bronią przez ramię i psem przy nodze. Właściciel drzewa pyta niepewnie o plan.
    — Proste — odpowiada fachowiec. — Wchodzę na drzewo, potrząsam gałęziami, niedźwiedź spada, pies chwyta go za jaja i wtedy zabieramy zwierza.
    Mężczyzna marszczy czoło i pyta: — Po co panu ta strzelba?
    A fachowiec na to spokojnie: — A jak ja pierwszy spadnę, to pan szybciutko weźmie karabin i pyk pyk w psa.

  • Przed Wielkanocą facet pyta przyjaciela:

    – Poradź mi, co kupić żonie na zajączka. Ona już wszystko ma!
    – Wiesz co – mówi po chwili namysłu przyjaciel – kup jej małego zajączka z czekolady i dodaj do niego pisemną zgodę na dwie godziny szalonego se**u, takiego jakiego tylko zapragnie!
    Po świętach kumple spotykają się ponownie.
    – Co masz taką skwaszoną minę? Żonie nie spodobał się prezent?
    – Bardzo się jej spodobał!
    – To o co chodzi? Jak zareagowała?
    – Przeczytała, wskoczyła do samochodu i zawołała: „Dzięki, kochanie! Wrócę za dwie godzinki!”

  • Zaciekawiona żonka pyta męża:

    – Kochanie, a co to właściwie znaczy „konsternacja”?
    Mąż, odkładając gazetę, odpowiada:
    – Wyobraź sobie, że wracasz wcześniej do domu, a ja siedzę tutaj z inną kobietą. Twoja reakcja – to właśnie konsternacja.
    – Aha… – kiwa głową żona i wraca do swoich zajęć. Po chwili wpada z powrotem i pyta:
    – To znaczy, że gdybyś to ty wrócił wcześniej, a ja byłabym tu z innym facetem, to też konsternacja?
    Mąż szybko:
    – Nie, skarbie! To nie mylimy konsternacji z kure****m

  • Przychodzi facet do psychologa i mówi:

    – Panie doktorze, nie wytrzymuję. Co noc to samo – przez pół nocy śni mi się, że prowadzę pociąg z Krakowa do Gdyni, a drugie pół, że wracam z Gdyni do Krakowa. Jestem wykończony!
    – Proszę sobie wyobrazić, że w drugiej połowie nocy to ja siadam za maszynistę. Pan w tym czasie spokojnie odpocznie.
    – O, dziękuję! Już myślałem, że zwariuję…Po chwili wchodzi kolejny pacjent:
    – Panie doktorze, ja też mam dramat. Każdej nocy pół nocy śni mi się, że spędzam czas z blondynką, a drugą połowę z brunetką. Jestem tak zmęczony, że w dzień chodzę jak zombie.
    – Proszę zrobić tak: blondynkę zostawia pan mnie, a pan zajmuje się tylko brunetką. Będzie lżej.
    – Ale panie doktorze, blondynka mi się bardziej podoba, może byśmy się zamienili?
    – Niestety, nie mogę. Drugą połowę nocy prowadzę pociąg!

  • Mama Jasia idzie do pośredniaka, żeby znaleźć mu pracę:

    – Pani, może coś się znajdzie dla mojego chłopaka, bo pije i pije…
    – A co Jasio potrafi?
    – No trochę w murarce robił, szkołę podstawową skończył.
    – To mamy ofertę: murarz, 4 tysiące na rękę.
    – O matko! Przecież on się upije na śmierć za takie pieniądze. Może coś tańszego?
    – Jest pomocnik murarza, 3 tysiące.
    – Eee, to dalej za dużo… A tak z 600–700 zł?
    – 600–700? To niestety… tylko po studiach.

  • Chłop miał 200 kur, ale ani jednego koguta.

    Poszedł do sąsiada, żeby kupić kilka kogucików na start.
    Sąsiad od razu proponuje:
    – Po co ci trzy? Sprzedam ci Kazika. To taki kogut, że obsłuży ci cały drób sam.
    Po kilku kieliszkach podpisali umowę. Chłop wrócił z Kazikiem, wypuścił go z klatki i poucza:
    – Kazio, to twoje podwórko, dwieście kur — luzuj, nie przesadzaj, kupę pieniędzy zapłaciłem.
    Ledwo skończył, Kazio rzuca się w kurnik jak tornado: najpierw przeleciał kury, potem gęsi, kaczki — kompletne szaleństwo. Rano chłop wstaje, widzi Kazika leżącego na trawie jak po walce, nad nim krążą sępy. Podbiega i krzyczy:
    – No i co, Kazio, mówiłem — tyle kasy poszło!
    Kazio otwiera jedno oko, sapie i na półgłosu:
    – Cicho… bo mi sępy spłoszysz!

  • Ksiądz i rabin podróżują wspólnie pociągiem.

    W pewnym momencie duchowny wyciąga kanapki z szynką i oferuje jedną towarzyszowi. Rabin jednak odmawia:
    – Przykro mi, ale religia zabrania nam jedzenia wieprzowiny.
    – Wielka szkoda – odpowiada ksiądz. – To naprawdę pyszne!
    Gdy podróż dobiega końca, rabin żegna się słowami:
    – Proszę serdecznie pozdrowić małżonkę! – Ależ ja nie mam żony – tłumaczy ksiądz. – Obowiązuje nas celibat.
    – A szkoda – kwituje rabin. – To takie dobre!

  • W Wielkanoc facet pojechał w odwiedziny swoją siostrę i jej rodzinę.

    Gdy przyjechał, jego najmłodszy siostrzeniec, sześcioletni Jasio, akurat pomagał mamie piec babeczki. Gdy zostały upieczone, Jasiowi pozwolono aby sam je polukrował. Niedługo potem przyniósł z kuchni całą tacę babeczek.
    – Wyglądają bardzo apetycznie, Jasiu pochwalił chłopca wujek Fąfara, po czym wziął jedną i skosztował.
    Po zjedzeniu babeczki, mówi:
    – Babeczki są wspaniałe, a ten lukier świetnie wygląda! Jak ci się to udało, że jest taki równo położony i cienki?
    – To było łatwe ? mówi Jasio. – Wygładzałem je językiem!
    Wujek nieco zbladł:
    – Lizałeś wszystkie ciastka?
    – Nie wszystkie. Gdy mój język się zmęczył, pozwoliłem dokończyć naszemu pieskowi.