Jedna para postanowiła ją wykorzystać. Kobieta rodzi i wrzeszczy na całą sale. Lekarz przekręcił pokrętłem i przeniósł 15% bólu na ojca. Patrzy – kobiecie ulżyło, ale ojciec dalej się uśmiecha. No to dał 50% bólu na ojca. Kobieta już prawie rozluźniona, a ojciec dalej się uśmiecha. Zdziwiony lekarz dał 100% bólu na starego ale ten nic. Kobieta zaczęła się uśmiechać, rozluźniła się już całkiem, zaś ojciec… dalej uśmiechnięty i zadowolony. Poród dalej przebiegł gładko. Po porodzie szczęśliwe małżeństwo wraca do domu. Patrzą, a przed domem leży listonosz.
Długie
Ostatnie treści
-
-
Po latach spotyka się dwóch kumpli z wojska.
Jeden z daleka, więc poszli do mieszkania drugiego, żeby uczcić spotkanie. Trochę popili, a że gospodarz mieszkał w ciasnej kawalerce, zaproponował, żeby tamten został na noc — wszyscy troje: on, żona i kolega — w jednym łóżku. Rano gospodarz odprowadza kumpla na pociąg, a tamten mówi: – Stary, super się spotkaliśmy, tylko jedno mnie zdziwiło… Twoja żona całą noc trzymała mnie za „małego”.
– Spokojnie — odpowiada gospodarz. — To nie ona, tylko ja. Bałem się, że mi żonę poderwiesz! -
Przychodzi wkurzony facet do baru i na wejściu mówi:
-Pieprzony matiz, tfu! Kelner setke wódki”. Kelner podaje wódkę i delikatnie prosi klienta o kulturę. Po chwili znowu – „Pieprzony matiz, tfu! Kelner daj jeszcze 3 shoty”.
Kelner na to:
– Panie powiedz no pan wreszcie o co chodzi.
– No widzi pan, jadę sobie TIRem, załadowanym na maxa-40 ton, rozumie pan-i nagle patrze gówniarze na drodze. To co miałem zrobić, zacząłem hamować i wpadłem do rowu. Nagle patrze, podjeżdża jakiś koleś nowiutkim, żółtym matizem prosto z salonu, uchyla okno i mówi -Może panu pomóc, może pana wyciągnąć?
No to ja mu na to
– Jak mi tego TIRa tym matizem z rowu wyciągniesz to ci obci**ne! Pieprzony matiz, tfu! -
Górnik Zeflik zginął tragicznie podczas szychty na kopalni.
Jego kamraty zebrali się pod bramą i zaczęli gorączkowo uradzać, jak tu najdelikatniej przekazać tę straszną wiadomość jego żonie. Po długich debatach wybrali delegację, która udała się pod dom Zeflika.Gdy żona wyszła na próg, jeden z górników, chcąc zacząć możliwie ostrożnie, zapytał: – Przepraszamy najmocniej, ale czy to pani jest wdową po Zefliku? – Jaką znowu wdową?! – oburzyła się kobieta. – Co wy za bzdury gadacie, mój chłop jest przecież w robocie! Na co górnik, drapiąc się po głowie, wypalił: – A chce się pani założyć o kista piwa, że jednak wdową?
-
Jeden z ambasadorów zapytał cesarzową Katarzynę II:
– Wasza Cesarska Mość, jak to możliwe, że Twoi poddani, choć znani z krnąbrności i zamiłowania do swawoli, zawsze słuchają Cię bez sprzeciwu?
– To proste. Po pierwsze, nigdy nie zmuszam ich do robienia rzeczy, które byłyby dla nich zbyt niewygodne. Po drugie zaś – wszelkie zasługi chwalę głośno i publicznie, natomiast ganię zawsze tylko półgłosem. -
Podczas wielkiego balu w pałacu carskim
imperatorka Katarzyna II tańczy z hrabią Pawłem Biezuchowem. W pewnym momencie władczyni rzuca chłodne spojrzenie na jego dłoń:
– Hrabio, ma pan plamkę na mankiecie – zauważa z niesmakiem.
Biezuchow, nie mogąc znieść tak strasznego wstydu przed obliczem monarchini, wychodzi do sąsiedniej sali i tam, z rozpaczy, odbiera sobie życie.Chwilę później caryca tańczy już z księciem Andriejem Bołkońskim.
– Książę, widzę plamę na pańskim surducie – mówi wyniośle.
Bołkoński, dla którego honor jest cenniejszy niż życie, również nie wytrzymuje hańby. Odchodzi do innego pokoju i strzela sobie w łeb.W końcu nadchodzi kolej na porucznika Rżewskiego. Caryca patrzy w dół i marszczy brwi:
– Poruczniku, ależ wasze buty z cholewami są całe uwalane błotem! Rżewski, uderzając dziarsko obcasami, odpowiada z rozbrajającym uśmiechem
– Nie niepokójcie się, Wasza Wysokość! To nie błoto, to psie gówno. Jak podeschnie, to samo odpadnie! -
W nocy Jasia i Małgosię naszła ochota na odrobinę czułości.
– Jaś, przecież on nas usłyszy! – szepnęła zaniepokojona Małgosia.
– Spokojnie, mam plan. Jak poczujesz, że chcesz krzyczeć z emocji, mów po prostu szeptem „pączek”. To go nie obudzi.
Zaczęli się kochać, a po chwili Małgosia, coraz głośniej, zaczęła powtarzać: – Pączek! Pączek! Pączek!
Nagle z dolnego łóżka dobiegł zaspany i zirytowany głos ojca: – Dzieciaki, jedzcie te pączki szybciej, bo mi już lukier na głowę kapie! -
Wchodzi facet do baru i podchodzi do gościa w kącie:
– Ty jesteś tym słynnym płatnym zabójcą?
– Tak.
– Ile bierzesz za strzał?
– Dziesięć tysięcy od pocisku.
– A jak spudłujesz?
– Nie pudłuję.
– Dobra – moja żona jest w motelu naprzeciwko z jakimś facetem. Daję dwadzieścia za obu, chcę, żebyś ich „zajął się” tak, żeby już nigdy się nie zobaczyli. Jemu odstrzel małego a jej głowe.
Wchodzą na dach, snajper podaje lornetkę. Patrzy, patrzy i milczy. Klient się niecierpliwi:
– No? Co widzisz?
Snajper wzrusza ramionami:
– Zaraz policja przyjedzie. Za minutę będziesz oszczędzał dziesięć tysięcy — nie musisz się o nic martwić. -
Stirlitz relaksował się w swojej konspiracyjnej kwaterze.
Nagle wazon z kwiatami ześlizgnął się z parapetu i roztrzaskał się na jego głowie. To był zakodowany sygnał – informacja, że żona właśnie urodziła mu syna. Pułkownik Isajew dyskretnie otarł łzę wzruszenia. Ogarnęła go potężna tęsknota za ojczyzną – w końcu nie był w domu od siedmiu długich lat.
-
Największe banki świata organizują mistrzostwa włamywania do sejfów.
Zasady proste: drużyna ma minutę na otwarcie sejfu przy zgaszonym świetle. Po minucie światło się zapala – to porażka. Startują Niemcy – mija minuta, światło błyśnie, klapa.
Potem Francuzi, Włosi, Szwedzi… wszystkim zapala się lampka po minucie.
Wchodzą Polacy. Mija minuta – prowadzący naciska przycisk… i nic, ciemno. Słychać szept w ciemności:
-Rysiek, mamy już walizkę kasy- na co ci jeszcze ta żarówka? -
Na carskim dworze jedna z dam dworu pyta z nieukrywaną ciekawością:
Wasza Wysokość, a gdzież to podział się nasz uroczy porucznik Pawłow? Dawno nie było go widać w pałacowych korytarzach.
– Zrezygnowałam z jego usług – odpowiedziała krótko caryca Katarzyna.
– Ależ dlaczego? Przecież wydawał się taki szarmancki…
– Owszem, był miły, ale miał niezwykle nieprzyjemny śmiech
– To doprawdy zastanawiające, Pani… Nikt z nas, ani nikt z całej służby, nigdy nie zauważył w jego śmiechu niczego niestosownego.
– No cóż, to chyba oczywiste. Jeszcze tego by brakowało, żeby cała służba oglądała mnie w momencie, gdy się rozbieram! -
Na ławce w parku siedzi młody chłopak i wcina cukierek za cukierkiem.
Starszy pan obok mówi:
– Młodzieńcze, jak będziesz jadł tyle słodyczy, to szybko stracisz zęby.
Chłopak patrzy na niego i odpowiada:
– A mój dziadek miał 110 lat i wszystkie zęby!
– Naprawdę? Jadł tyle cukierków co ty?
– Nie, po prostu nie wtrącał się w cudze sprawy.