Pierwszy celował internista.
– Hm, wygląda jak kaczka, ale może to jakiś inny gatunek? Powinienem skonsultować się z kolegą – zawahał się, a ptak odleciał. Następny w kolejce był pediatra.
– Może i to kaczka, ale co jeśli to samica z młodymi? Nie mogę ryzykować… – i ptak spokojnie poleciał dalej. Psychiatra przymierzył się do strzału.
– Z mojego punktu widzenia to bez wątpienia kaczka. Ale czy ona sama postrzega się jako kaczka? – zadumał się, opuszczając broń. Przyszła kolej na chirurga. Bez cienia zawahania, przyłożył strzelbę, wycelował, pociągnął za spust – ptak spadł martwy na ziemię.
– Sprawdź, co to było – rzucił w stronę patologa.
Długie
Ostatnie treści
-
-
Pukanie do drzwi. Kobieta otwiera, a na progu stoi nieznajomy facet i pyta:
– Przepraszam, czy posiada pani… kobiece wyposażenie?
– Ty bezczelny gburze! – krzyczy oburzona i trzaska drzwiami.
Następnego dnia – znów pukanie, ten sam facet, to samo pytanie.
Trzeciego dnia kobieta już nie wytrzymuje i opowiada wszystko mężowi.
– Spokojnie, kochanie – mówi mąż. – Jutro mam wolne, schowam się i zobaczymy, co to za typ.
Następnego ranka, punkt dziewiąta, znów pukanie. Mąż przyczajony za drzwiami, żona otwiera. Ten sam gość z uśmiechem:
– Dzień dobry, czy ma pani to, co myślę?
Żona zerka na męża – ten daje znak głową, by przytaknęła.
– Mam.
– Świetnie! To niech pani da swojemu mężowi, bo przychodzi do mojej żony co wieczór! -
Wędkarz łapie złotą rybkę. Ta patrzy na niego i mówi:
– Jeśli mnie wypuścisz, spełnię trzy twoje życzenia.
– Okej – mówi wędkarz. – To powiedz mi, kiedy umrę.
– Przykro mi, tego nie mogę zdradzić – odpowiada rybka.
– No to chociaż powiedz, kim będę po śmierci.
– Mogę. Będziesz sędzią hokejowym.
– Że co?! Przecież ja nawet nie wiem, na czym ten sport polega!
Rybka z powagą:
– To radzę ci się pospieszyć z nauką przepisów… za dwa dni masz pierwszy mecz. -
Sala konferencyjna w korpo. Kierownik projektu mówi do zespołu:
– Dobra, robimy burzę mózgów.
Ktoś z końca sali pyta:
– A o co w tym chodzi?
– Rzucacie pierwsze, co wam przyjdzie do głowy, bez filtrowania.
Z kąta słychać:
– Odwal się. -
Facet kupił sobie najnowsze Ferrari. Jedzie z fasonem, łokieć na oknie, muzyka gra, droga pusta – pełna sielanka.
Dojeżdża do przejazdu kolejowego i zatrzymuje się. Obok niego turkocze stary motorower, na nim chłopina w słomkowym kapeluszu, dziurawych gaciach i zawiązanym sznurkiem pasku. Zatrzymuje się obok i patrzy na Ferrari z błyskiem w oku: – Łooo panie! Co za maszyna! Pewnie lata jak błyskawica, co? – Heh – mówi z dumą kierowca – 380 na godzinę poleci bez problemu. Chłop się nachyla, zagląda do środka: – O rety, ile tu tych wskaźników! Jak w elektrowni! – To nic. Zobacz pan dopiero, jak to idzie! – mówi kierowca, po czym z piskiem opon wystrzela do przodu. Cyfry na liczniku przeskakują – 100… 180… 250… 300… Zwalnia lekko do 200, zerka w lusterko… coś się zbliża. Mały punkcik. Chwilę później – świst, cień, i coś go mija jak rakieta. Kierowca zbaraniał. Dokręca gaz – 280… 320… 340… wyprzedza ten obiekt. Hamuje, patrzy w lusterko – znów ten sam punkcik. Zbliża się w szalonym tempie. Zaciekawiony zjeżdża na pobocze, wychodzi z auta… I nagle: BUM! Coś z hukiem uderza w tył Ferrari. Zza auta wytacza się zakurzony, obity chłop z motoroweru. Włosy w każdą stronę, oczy jak spodki, zadowolony jak dziecko w sklepie z cukierkami. Kierowca biegnie do niego, spanikowany: – Boże, nic panu nie jest?! Wzywać pogotowie? Pomóc jakoś? Chłop z trudem podnosi głowę i mówi: – Eee, nie trzeba… tylko byś mi pan te szelki z lusterka odczepił…
-
Młody pilot blady jak ściana odwraca się do stewardesy i mówi:
– Mamy pięć minut do gleby. Nic się nie da zrobić. Spróbuj delikatnie przygotować pasażerów.
Stewardesa kiwnęła głową, poprawiła mundurek, wzięła mikrofon i ruszyła wzdłuż kabiny.
– Drodzy państwo, bardzo proszę wyjąć swoje paszporty. Tak, właśnie teraz.
Świetnie. Teraz trzymamy je wysoko nad głową i machamy. Super!
Teraz proszę zgiąć dokument na pół. I jeszcze raz. A teraz… zrolować, najlepiej ciasno, jak tylko się da.
Dobrze. A teraz, proszę państwa, uprasza się o wsunięcie powstałego rulonika głęboko w miejsce, gdzie słońce nie dochodzi – żeby służby miały łatwiej przy identyfikacji po katastrofie.
Dziękuję za uwagę, miłego lotu. -
Mąż wraca z delegacji, stęskniony i chętny na małe co nie co.
Pędem do sypialni, nie zapala światła, zrzuca ciuchy i przez dwie godziny daje popis pełen namiętności.
Zmęczony idzie do kuchni się napić – a tam… jego żona.
– Zaraz, zaraz… to kto leży w naszym łóżku?!
Żona z przerażeniem wpada do pokoju i woła:
– Mamo! Czemu nic nie powiedziałaś?!
Na co teściowa:
– Kochanie, przecież dobrze wiesz, że z twoim mężem od dawna nie zamieniam ani słowa. -
Głęboka noc. Małżeństwo leży w łóżku.
Mąż nachyla się i szepcze:
– Skarbie, może trochę miłości?
Żona mamrocze przez sen:
– Nie teraz… boli mnie głowa, ciśnienie mi spadło…
Na to mąż spokojnie:
– Spokojnie, śpij dalej. Ja przez telefon rozmawiam. -
Francuski oddział wojskowy ma przeprawę przez rzekę.
Generał wysyła zwiadowcę na rekonesans. Ten wraca i raportuje:
– Panie generale, samoloty spokojnie przelecą, czołgi też się przedostaną – pod warunkiem, że zamkną włazy.
– A piechota? – pyta generał.
– Piechota nie da rady, proszę pana.
– Dlaczego?!
– Bo na brzegu siedzi ogromny pies i strasznie warczy. -
Do pubu wchodzi Rosjanin i mówi:
– Piwo poproszę.
Kelner przynosi piwo, stawia je na tekturowej podkładce.
Rosjanin wypija piwo, zjada podkładkę i woła:
– Jeszcze jedno!
Sytuacja się powtarza – piwo znika, podkładka również.
Za trzecim razem kelner przynosi już samo piwo, bez podkładki.
Rosjanin patrzy zaskoczony i pyta:
– Co, herbatników już nie ma? -
Zdenerwowani pasażerowie czekają na start opóźnionego samolotu.
Siedzą tak i czekają, mija 3,4 godzina, po chwili widzą pilotów. Pierwszy idąc pomaga sobie białą laską a drugi jest prowadzony przez psa przewodnika. Weszli do kokpitu. Odpalili samolot i zaczęli kołowanie. Po chwili ruszają, do końca pasa zostało 600 metrów, 400 metrów, 150 metrów i nagle pasażerowie zaczęli wrzeszczeć w panice ale samolot cudem przed końcem pasa się uniósł.
Zdenerwowani piloci mówią do siebie w kabinie: ty, jak kiedyś nie krzykną to się rozpie*****my. -
Jasiu zbuntowany krzyczy na mamę: Kup mi rower!
– Jasiu, nie ma opcji. Rower jest bardzo drogi a poza tym byłeś strasznie niegrzeczny.
– Hm.. A możemy się chociaż razem pobawić?
– Oczywiście Jasiu, że możemy – w co chcesz się bawic?
– Pobawimy się w rodzinę. Ja jestem ojcem ty mamą – idź poczekać w sypialni.
– Mama lekko zszokowana przyszła w szlafroku i piżamie do sypialni.
– Jasiu wchodzi wkurzony, ręce założone i krzyczy:
– Przebieraj się do cholery. Idziemy Jasiowi rower kupić.