-Panie lekarz, baba już nie przyjdzie
-
-
Pewien proboszcz w niewielkiej parafii od dłuższego czasu zmagał się z problemem wyjątkowo skromnych datków.
Podczas niedzielnej mszy postanowił zastosować pewien fortel. Przed wyjściem między ławki ogłosił: – Drodzy parafianie, zanim zbiorę ofiarę, mam jedną prośbę. Niech osoba, która ukradła kurczaki z kurnika brata Andrzeja, powstrzyma się dziś od wrzucania pieniędzy do koszyka. Pan Bóg nie chce datków pochodzących od złodzieja! Ksiądz przeszedł przez cały kościół i po raz pierwszy od niepamiętnych czasów każdy obecny, bez wyjątku, dorzucił się do tacy.
-
Nowy pracownik zakładu pogrzebowego otrzymał od przełożonego swoje pierwsze zadanie:
Miał nanieść na blaszaną tabliczkę napis: „Świętej pamięci Fąfara, żył 62 lata. Pokój jego duszy”.
Po godzinie szef zagląda do biura i dopytuje:
– I jak ci idzie? Gotowe? – Jakoś idzie, powoli… – odpowiada chłopak.
– Ale muszę panu powiedzieć, że nie tak łatwo jest wkręcić blaszaną tabliczkę w maszynę do pisania! -
Najlepszym dowodem na to, że w kosmosie faktycznie istnieje inteligentne życie
jest fakt, że do tej pory nikt z nami nie nawiązał kontaktu.
-
Klient dzwoni do teatru żydowskiego:
– Czy dostanę bilety na dzisiejszy spektakl?
– Owszem, szanowny panie, są dostępne.
– A w jakiej są cenie? – dopytuje klient.
– Niech szanowny pan przyjdzie osobiście, z pewnością dojdziemy do porozumienia! -
Alojz skończył szychta na grubie, ale fest mu sie nie chciało tachać łopaty na wierch.
Zostawił ją tóż na podszybiu, a na łopacie naszkryfloł kartka: „Francik, weź mi na wierch łopata, bo żech jej zapomnioł”. Na drugi dzień Alojz zjeżdżo na dół, patrzy, a łopata dali stoi tam, kaj ją ciepoł. Podchodzi bliżyj, a tam dopisane: „Alojz, nie gorsz się, ale jo jej nie widzioł”.
-
Mazury. Pole namiotowe.
Dwaj znudzeni młodzieńcy podchodzą do kierownika i pytają:
– Czy mógłby pan polecić nam jakąś fajną knajpkę?
– Oczywiście. Zbierają się w niej ludzie w waszym wieku, jest gwarno, wesoło, gra muzyka.
– To doskonale! A gdzie się ona znajduje?
– W Warszawie, na Ochocie. -
Idzie sobie Kowalski zimą po lodzie i widzi wędkarza łowiącego w przeręblu.
Ale coś mu policzek spuchł. Więc pyta się wędkarza:
– Ząb spuchł?
Wędkarz kręci przecząco głową i odpowiada:
– Lobaki mi zamalzły! -
Zima, wieje silny wiatr, śnieżyca
A w bacówce żona Górala zaczyna rodzić. Góral zdenerwowany mówi do syna:
– Jidź po doktora ino szybko, matula rodzi!
– Ale ojcze – syn na to – na dworze takie zaspy, że nijok nie zdonze.
– No to będziemy musieli sami dziecko odebrać. Przynieś mi synu lampę i świec, a jo będę dziecioka łapał!
Jak powiedział tak zrobili. Nagle Baca krzyczy, że już główka i patrzy na pikne dziecko!
– Mam Syna!
A za chwile bacowa prze i już nóżki i za chwilkę dziecko na świecie.
– Mam Córkę! – krzyczy Baca już nieco speszony.
Odchodzą już od kobiety zając się niemowlętami, a Bacowa znów krzyczeć poczyna i następna główka się ukazuje. Baca tak patrzy i patrzy i mówi do syna.
– Synu, ty weź to lampę na ścianę skieruj bo te dziecioki jak ćmy do tego światła lecą. -
Zima, mróz minus trzydzieści stopni, zamieć śnieżna
Matce przypomniało się, że nie wysłała kartek na święta. Dziecko mówi:
– Mamusiu ja pójdę i wyślę.
Matka na to:
– Na taką pogodę psa bym nie wyrzuciła, tata pójdzie. -
Walentynkowy wieczór, chłopak szepcze czule do ucha dziewczyny:
– Kochanie, wypowiedz te słowa, które połączą nas na wieki…
– Jestem w ciąży!!! -
Mama mówi do swojej córki przed walentynkową randką:
– Jeżeli do 22:00 nie będziesz w łóżku, to wracaj do domu!
-
W Wielkanoc chłop wchodzi do stodoły i mówi do krowy:
– Mućka, powiedz co!
– Nic z tego! Ja mówię tylko w Wigilię. -
W święta wielkanocne baba idzie do kościoła aby się wyspowiadać.
Patrzy a jej koleżanka chodzi dookoła kościoła. Zaczepia ją i się pyta:
– Hej dlaczego tak chodzisz wokół kościoła?
Koleżanka odpowiada:
– No bo tyle razy co zdradziłam męża tyle razy muszę obejść kościół dookoła.
Baba na to:
– Aha, to ja w takim razie idę po rower. -
31 grudnia. Jasio pyta mamę:
– Mamo, może zaprosimy na Sylwestra tych, którzy co roku do nas przychodzą?
– Dobrze, Jasiu.
Jasio:
– Pooooolicjaaaaaaaaa!