– A co się stało?
– Wyobraź sobie, że robiła mi wyrzuty, bo podobno u ciebie na parapetówie się z nią przespałem i poszedłem spać do drugiego pokoju.
– I z takiego powodu się rozstajecie? Bez przesady, kup jej kwiatka i po sprawie.
– Ku**a stary… Mnie nawet nie było na twojej parapetówie!
-
-
Stworzono maszynę, która podczas porodu miała przenosić ból częściowo na ojca.
Jedna para postanowiła ją wykorzystać. Kobieta rodzi i wrzeszczy na całą sale. Lekarz przekręcił pokrętłem i przeniósł 15% bólu na ojca. Patrzy – kobiecie ulżyło, ale ojciec dalej się uśmiecha. No to dał 50% bólu na ojca. Kobieta już prawie rozluźniona, a ojciec dalej się uśmiecha. Zdziwiony lekarz dał 100% bólu na starego ale ten nic. Kobieta zaczęła się uśmiechać, rozluźniła się już całkiem, zaś ojciec… dalej uśmiechnięty i zadowolony. Poród dalej przebiegł gładko. Po porodzie szczęśliwe małżeństwo wraca do domu. Patrzą, a przed domem leży listonosz.
-
Nauczycielka mówi:
– Dzieci, mieliście napisać wypracowanie pt. „Moje największe fantazje”. Kowalski, przyznaj się, czy pomagał ci tata? Nie bój się, nie będę zła. Kowalski wzdycha:
– Szczerze? Sam wszystko napisał. Nauczycielka podnosi oczy znad zeszytu i mówi:
– A… a twój tata wie, gdzie ja mieszkam? -
-
Późny wieczór. Nowakowie przyłapali nastoletniego syna, jak próbuje wymknąć się z domu z wielką latarką.
– A dokąd to, młodzieńcze? – pyta ojciec.
– Idę na randkę – przyznaje syn.
Ojciec uśmiecha się z przekąsem:
– Phi! Ja w twoim wieku chodziłem na randki bez żadnej latarki!
Na to syn:
– No właśnie… i zobacz, jak trafiłeś. -
Wiesz, ja zaczynam być produktywny dopiero po trzeciej kawie.
– Serio? To ile ich dziennie pijesz?
– Dwie. -
Sąsiadka wpada zdyszana do Heleny, która akurat siedzi przy komputerze:
– Helenka! Mam taki dowcip, że jak ci go powiem, to ci biust opadnie! Helena odwraca się zaciekawiona, a sąsiadka zerka na dekolt i mówi:
– Aaa… to jednak już go znasz. -
Żona przegląda katalog z modą zimową i pokazuje mężowi eleganckie futro:
– Kochanie, marzy mi się takie…
Mąż patrzy i mówi:
– To może zacznij chrupać karmę dla kotów. -
-
Starszy pan zaprosił dawnego znajomego na kawę.
Siedzą, gawędzą, a obok po pokoju kręci się kilkuletnia dziewczynka.
W pewnej chwili gospodarz woła:
– Magisterko! Dolej nam kawy! Mała pobiegła do kuchni, a kolega mówi zaskoczony:
– „Magisterka” to oryginalne imię…
– A co ja poradzę? – wzdycha gospodarz. – Wysłałem córkę na studia, a z tym wróciła! -
Lokaj przychodzi do hrabiego:
– Jaśnie panie, może podać obiad?
– Bez sensu…
– To może wybierzemy się na przechadzkę?
– Bez sensu…
– To może zagadka?
– No dobrze, spróbujmy. Lokaj pyta:
– Co to jest: kudłate i wchodzi do dziurki?
– Ch*j.
– A nie! Mysz!
– Mysz? Do d*py? Bez sensu… -
Po latach spotyka się dwóch kumpli z wojska.
Jeden z daleka, więc poszli do mieszkania drugiego, żeby uczcić spotkanie. Trochę popili, a że gospodarz mieszkał w ciasnej kawalerce, zaproponował, żeby tamten został na noc — wszyscy troje: on, żona i kolega — w jednym łóżku. Rano gospodarz odprowadza kumpla na pociąg, a tamten mówi: – Stary, super się spotkaliśmy, tylko jedno mnie zdziwiło… Twoja żona całą noc trzymała mnie za „małego”.
– Spokojnie — odpowiada gospodarz. — To nie ona, tylko ja. Bałem się, że mi żonę poderwiesz! -
Marysiu! Coś taka smutna dzisiaj?
– A bo stary odszedł ode mnie…
– No i ch*j z nim!
– W tym właśnie problem… -
Przychodzi wkurzony facet do baru i na wejściu mówi:
-Pieprzony matiz, tfu! Kelner setke wódki”. Kelner podaje wódkę i delikatnie prosi klienta o kulturę. Po chwili znowu – „Pieprzony matiz, tfu! Kelner daj jeszcze 3 shoty”.
Kelner na to:
– Panie powiedz no pan wreszcie o co chodzi.
– No widzi pan, jadę sobie TIRem, załadowanym na maxa-40 ton, rozumie pan-i nagle patrze gówniarze na drodze. To co miałem zrobić, zacząłem hamować i wpadłem do rowu. Nagle patrze, podjeżdża jakiś koleś nowiutkim, żółtym matizem prosto z salonu, uchyla okno i mówi -Może panu pomóc, może pana wyciągnąć?
No to ja mu na to
– Jak mi tego TIRa tym matizem z rowu wyciągniesz to ci obci**ne! Pieprzony matiz, tfu! -
Górnik Zeflik zginął tragicznie podczas szychty na kopalni.
Jego kamraty zebrali się pod bramą i zaczęli gorączkowo uradzać, jak tu najdelikatniej przekazać tę straszną wiadomość jego żonie. Po długich debatach wybrali delegację, która udała się pod dom Zeflika.Gdy żona wyszła na próg, jeden z górników, chcąc zacząć możliwie ostrożnie, zapytał: – Przepraszamy najmocniej, ale czy to pani jest wdową po Zefliku? – Jaką znowu wdową?! – oburzyła się kobieta. – Co wy za bzdury gadacie, mój chłop jest przecież w robocie! Na co górnik, drapiąc się po głowie, wypalił: – A chce się pani założyć o kista piwa, że jednak wdową?